Dziś przed ostani dzień pracy w tym tygodniu - w ten oto sposób słowo "czwartek" brzmi nawet optymistycznie.
Całe szczęście, że chociaż Amelung i Majencja mogą sobie jeszcze razem pobytować i poodpoczywać.
Amelung od rana jakiś taki nie w sosie. Wczoraj podelektował się swoim domkiem, a dziś już mu się chyba zaczyna nudzić bez dziadków, wujków, cioć i kuzyna oraz pozostałej reszty ekipy od "ochów" i "achów" zachwytu nad naszym Maluchem. Chodzi ta nasza ciut-panienka po domu rozlewając mnóstwo niezadowolenia na klocki, lalki i misie, nie omieszkając pokłócić się z mamą Majencją od czasu do czasu.
Cała ta wakacyjna wyprawa, tak samo jak i poprzednie przyniosła znaczne przyspieszenie rozwoju naszego osiemnasto miesięcznego brzdąca. Amelung nadaje jak najęty posługując się nowym, nabytym w rozjazdach słownictwem. Ponadto dziecię nasze odkryło słowo "boli" i upewnia się co chwilę, że nie zapomniało co to znaczy, przez walenie się ręką po głowie; każde pacnięcie wydaje się przynosić jej ulgę w ogólnym niezadowoleniu.
Kolejną istotną zmianą, ku przerażeniu mej Ślubnej (a Amelunga mamci) Majencji, Amelung postanowiła nagle wyrosnąć ze słoikowych obiadków. Doszliśmy do wniosku, że to wina (bo przecież nie zasługa w oczach biednych zapracowanych rodziców) Babci Hanki. Tak, że od wczoraj nasza dzidzia je już tylko prawdziwe, dorosłe jedzenie, tylko dostosowane do rozstawu małych szczęk.
Nie mogę się już doczekać co przyniesie jutro...
czwartek, 30 sierpnia 2007, majulam