Życie po śmierci i przyjaźń po rozwodzie.....prędzej uwierzę w to pierwsze...wszak po śmierci COŚ musi być. W sumie po rozwodzie też COŚ być musi. Pytanie: czy Przyjaźń. Tak, tak..wiem, wszystko zależy jaki powód rozwodu, jaka forma odejścia przed sfinalizowaniem końca. Mnie interesuje tylko i wyłącznie wariant rozwodu traumatycznego, czyli uproszczając: było różnie, ale nic nie zwiastowało takiego finału. Czyli pan i pani rozstają się....strona bezpośrednio winna rozstania deklaruje wspaniałomyślnie: bądźmy przyjaciółmi! Jakimi przyjaciółmi ?Utożsamiam się z pretensją Heathcliffa do Katarzyny: "jeżeli zburzyłaś mój pałac, to nie stawiaj w to miejsce nędznej chałupy". Może jest tak, że pozostanie w relacjach przyjacielskich, to dowód, że jest się dorosłym? emocjonalnie odpowiedzialnym? Tylko, czy w takich okolicznościach ktokolwiek ma prawo wymagać od strony skrzywdzonej - dorosłości? Jak dla mnie, Przyjaciel,to ktoś wobec kogo mam dużo większe wymagania, aniżeli wobec partnera. W partnerstwie - pewne niedociągnięcia nadrobić można "chemią". W przyjaźni najważniejsze jest zaufanie, nie ma dla niego żadnego substytutu. Zaufanie obrasta innymi elementami, ale nadal pozostaje pniem. Jeżeli w związku zaufanie zostało pogrzebane, to o jakiej przyjaźni mowa? nie jestem w stanie tego zrozumieć..samej idei "bądźmy przyjaciółmi" a co dopiero strony technicznej przedsięwzięcia....jak dla mnie to taka emocjonalna hybryda...ale może do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć?
poniedziałek, 08 sierpnia 2011, thisismeaneta