*
w pociagu zaczelam topniec. rozpuszczac sie jak ten cukierek, o ktory dziecko robi tyle halasu. albo jak porzadny lyk whiskey czule obezwladniajacy cialo. delhi okropnie mnie spielo i skonfudowalo. balam sie kazdego nastepnego kroku. na szczescie dzieki losowi, uaktywnionemu przez indyjskie koleje, ktore sadzaja westernow obok siebie w pociagach dalekobieznych, trafilam na kojacego wspolpasazera.
byl on rudym, mlodziutkim serbem o niezwyklym imieniu NE-BOI-SE; w dowolnym tlumaczeniu dont-fear albo nie-boj-sie (jego dwuletni syn, ktorego zdazyl posiasc wraz z juz byla zona w serbii, ma na imie ogien. ladnie, prawda?). neboise wygladal na 20 lat, przyznal jednak, ze ma 6 wiecej.
krajobrazy przemykaly za otwartym na osciez oknem, a neboise mowil mi o sai babie, w ktorego asramie spedzil ostatnie dwa miesiace. przyjechal do indii z malym, gleboko zielonym plecaczkiem mniejszym niz szkolny plecak mojego syna. ludzie sai baby go ubrali, dali mu duzy plecak, spiwor, mate; zywyli go, nocowali i nauczali.
neboise niedlugo wraca do serbii, teskni za synkiem. rozstali sie z zona (lubawica, w moim wieku), wiec musza teraz dobrze sie umowic co do opieki nad ogniem. na razie wyglada na to, ze neboise moze widywac syna dwa razy w tygodniu pzez kilka godzin.
oboje, neboise i lubawica, pochodza z alternatywnego, teczowego srodowiska. kochaja nature, zdrowo i swiadomie sie odzywiaja, ognia rodzili w domu (z polozna, rzacz jasna). neboise przerosla jednak rola odpowiedzialnego czlonka rodziny i niestety ich pelen harmonii zwiazek sie rozpadl. spytalam go, czy placi lubawicy pieniadze na dziecko. odchrzaknal tylko i przyznal glupio, ze nie. bo nie ma pracy. ale wie, ze placic musi i bedzie. z tym, ze na razie jest w dlugach, bo zapozyczyl sie na billet do indii. ma nadzieje, ze wszystko sie dobrze ulozy (chce uprawiac skrawek ziemi, odziedziczony po dziadku). neboise to pozytywne, beztroskie i ufne dziecko. bezwzglednie wierzy, ze zgodnie z nauka sai baby liczy sie tylko tu i teraz ( from nowhere to now here) oraz w to, ze wszystko, co nam sie przydarza jest wlasciwe i ma sens.
W indiach neboise zrozumial (znowu dzieki naukom sai baby), ze kazdy czlowiek nosi w sobie pierwiastek kobiecy i meski z oczywista przewaga jedenj z plci: warto odnalezc w sobie plec przeciwna i sledzic jej rozwoj, reakcje na swiat, pragnienia.
neboise ma w sobie silna kobiete (ja mam w sobie silnego mezczyzne). kobieta to ksiezyc pasywna, spokojna, uczuciowa. mezczyzna to slonce energiczny, dazacy, w ruchu, umyslowy.
neboise wierzy, ze ma teraz w sobie wystarczajaco duzo ksiezycowego, kobiecego swiatla (i nie uprawial seksu przez dwa lata) wraca do serbii, zeby opromienic lubawice, ktora wkladala w ich relacje zbyt duzo intelektu, przez co oczywiscie reprezentowala energie meskiego slonca.
dlugo nie wiedzialam, co mam zrobic, gdy wysiade z pociagu. wlasciwie nie wiedzialam az do chwili, w ktorej wysiedlismy w haridwar.
*
sobota, 13 marca 2010, listyzpodrozy