AZS Politechnika w pierwszym etapie rozgrywek Tauron Basket Ligi zajęła 12. miejsce z bilansem 6-18. Słabiutkim, jeśli weźmie się pod uwagę, że wystarczył do zaledwie przedostatniej pozycji w tabeli, przyzwoitego, jeśli oceni się... liczbę rozegranych spotkań. Komplet, 24 mecze, to zwycięstwo Politechniki, która w grudniu była na krawędzi wycofania się z rozgrywek.
Z drugiej strony - trudno mówić o jakimkolwiek zwycięstwie, skoro po częściowym wyrównaniu zaległości finansowych wobec graczy klub znów nie płaci. Cóż, Politechnika to obraz nędzy i rozpaczy.
Zostawmy jednak na boku problemy organizacyjne i zastanówmy się jak grali koszykarze. Postanowiłem ocenić każdego z nich za pierwszy etap stosując szkolną skalę od 1 do 6.
Leszek Karwowski (22 mecze, 9,1 punktu oraz 4,6 zbiórki, 43 proc. z gry, średnio 22 minuty.
Przy wielkim szacunku dla kapitana Politechniki - jako koszykarza i jako człowieka - należy odnotować, że trwający sezon był dla Karwowskiego słabszy niż ostatni w ekstraklasie. Był, bo paskudna, przykra kontuzja (złamanie kości jarzmowej i pęknięcie oczodołu) może wykluczyć 37-letniego podkoszowego z gry do końca rozgrywek. To wielka strata dla zespołu.
Wielka, choć Karwowski zdobywał mniej punktów niż dwa lata temu w Polonii 2011 (13,8), trafiał z gorszą skutecznością i zbierał mniej piłek. Jasne, jego rola zmalała wraz ze wzrostem Piotra Pamuły, Michała Nowakowskiego, Patryka Pełki czy pojawienia się Mateusza Ponitki, ale poza tym, niewątpliwie, Karwowski gra po prostu słabiej niż w poprzednich latach.
Ocena: 3+
Marcin Kolowca (20 meczów, 4,5 punktu oraz 4,0 zbiórki, 41 proc. z gry, średnio 18 minut)
Jeśli poważne kontuzje koszykarzy Politechniki zdarzają im się w kolejności alfabetycznej, to niech drży Sebastian Kowalczyk... Pukam w niemalowane! Ale fakt, prawe kolano Kolowcy, kiedyś już operowane, nie wytrzymało trudów i wymaga artroskopii. Powrót środkowego Politechniki też jest mało prawdopodobny.
Kolowca, znacznie mniej widoczny grać niż Karwowski, robił swoje. Wychodził, pobił się, zebrał kilka piłek, dorzucił jakieś punkty, faulował. Poza rzadkimi wyjątkami - w Tarnobrzegu na początku meczu konsekwentnie dostawał podania, które regularnie zmieniał na punkty - był po prostu dryblasem, który miał pilnować środkowych rywali. Szału nie robił.
Ocena: 3
Sebastian Kowalczyk (5 meczów, 2,8 punktu oraz 1,0 asysty, 1,6 straty, średnio 10 minut)
19-letni rozgrywający zadebiutował w trybie awaryjnym w trakcie sezonu - w pierwszym meczu ze Śląskiem zdobył dziewięć punktów i miał cztery asysty w ciągu 17 minut. Za ten mecz powinien dostać 4+, a może nawet piątkę.
Ale potem było gorzej - także dlatego, że wrócił syn marnotrawny Łukasz Wilczek i dla Kowalczyka zostały ogryzki minut.
Ocena: grał zbyt mało
Maciej Kucharek (5 meczów, 3,0 punktu, 0,4 zbiórki, 83 proc. za trzy, średnio 5 minut)
Trochę chłopak rzuca, nie? W swojej krótkiej karierze w TBL - Kucharek dołączył do zespołu razem z Kowalczykiem i Filipem Nowickim - trafił pięć z sześciu trójek. Imponujące, a jeśli się utrzyma...
19-letni wysoki/silny skrzydłowy na razie jest tylko wysoki. Chudy i wiotki koszykarz jest jednak odważny (podobnie jak Kowalczyk), nie boi się rzucać, jak ma pozycję. Z racji warunków fizycznych może mieć lepszą przyszłość niż Kowalczyk.
Ocena: grał zbyt mało
Michał Michalak (19 meczów, 7,2 punktu oraz 1,4 asysty, 40 proc. za trzy, średnio 16 minut)
Uciekł z Warszawy do Łodzi - zamienił stryjek siekierkę na kijek... - gdzie będzie grał więcej. I właśnie brak minut był problemem Michalaka w Politechnice - przebić się przed Pamułę i Ponitkę nie było łatwo. Co nie oznacza, że Michalak jakoś wyraźnie odstaje od nich umiejętnościami.
Pamiętam jego momenty. Sekwencje dwóch, trzech, czasem czterech akcji, w których 18-latek grał koncertowo. Ale to były właśnie tylko momenty, mam wrażenie, że nie mógł się rozkręcić. Nie licząc graczy, którzy dołączyli w trakcie, grał najmniej.
Ocena: 4
Jarosław Mokros (24 mecze, 6,7 punktu oraz 3,7 zbiórki, 42 proc. z gry, średnio 22 minuty)
Marcin Gortat po krótkim pobycie na zgrupowaniu reprezentacji Polski w Legionowie był ponoć pod wrażeniem właśnie Mokrosa, ale ja bym tego nie powiedział. Z drugiej strony - Mokros nie jest graczem, który robi wrażenie. Próbuje bronić, zbierać, walczyć pod koszem. Punkty ciuła , zdarza mu się trafiać z dystansu.
Mokros nie od dziś przypomina mi trochę młodego Karwowskiego. W porównaniu ze swoim poprzednim sezonem w ekstraklasie zrobił postęp - gra więcej, zdobywa więcej punktów i zbiórek.
Ocena: 3+
Michał Nowakowski (22 mecze, 9,1 punktu oraz 3,6 zbiórki, 50 proc. z gry, średnio 22 minuty)
Lubię grę tego gościa. Za mały na wysokiego skrzydłowego, za mało zwrotny na niskiego, Nowakowski potrafi się jakoś w TBL odnaleźć. W pierwszych czterech spotkaniach rzucał po 15,5 punktu w największym chyba stopniu wykorzystując to, że rywale go nie znali. Trafiał z półdystansu, był skuteczny.
Potem przyszły gorsze chwile - Nowakowski skręcił kostkę, a kostki w jego przypadku to zmora. Przez kilka tygodni wracał do formy, grał nierówno, ale ostatnio trzyma solidny poziom. Filipem Dylewiczem nie będzie, ale ma dobry sezon.
Ocena: 4-
Filip Nowicki (5 meczów, 2,6 punktu oraz 2,0 zbiórki, 55 proc. z gry, średnio 10 minut)
Najbardziej skorzystał na kłopotach klubu i starszych kolegów - 18-letni środkowy gra sporo, stara się, walczy, ale... Kurczę, nic więcej nie potrafię o nim napisać. To wciąż gracz, na którego nie zwraca się jeszcze uwagi.
Ocena: grał zbyt mało
Piotr Pamuła (23 mecze, 12,2 punktu oraz 1,3 asysty, 39 proc. z gry, średnio 27 minut)
Mam wrażenie, że od żadnego gracza nie zależało tyle w Politechnice, co od Pamuły. Owszem, najlepszym strzelcem zespołu był Ponitka, ale to Pamuła był barometrem. Jak grał dobrze, jak trafiał, zespół często wygrywał. Jak grał słabo - przegrywał. W sześciu zwycięstwach Pamuła rzucał po 15,8 punktu, w 18 porażkach - po 10,8.
Mnie 22-letni koszykarz rozczarował. Dlaczego? Bo po dobrym sezonie w I lidze, po udanych epizodach w kadrze, po ekstraklasowych doświadczeniach z sezonu 2009/10, Pamule zdarzały się takie mecze jak z Siarką (oba przegrane nisko, gdzie rzucający Politechniki miał 2/11 i 2/9 z gry) czy spotkanie u siebie z ŁKS (też przegrane, 3/12). I proszę, nie piszcie, że jest młody itd...
Ocena: 3+
Patryk Pełka (24 mecze, 7,0 punktu oraz 3,7 zbiórki, 50 proc. z gry, średnio 19 minut)
Grał trochę jak Nowakowski - nierówno, ale z dobrymi momentami. To tak, jak Pamuła, powiecie. Owszem, odpowiem. Ale od Pełki i Nowakowskiego wymagaliśmy jednak mniej niż od reprezentanta Polski. A Pełka, na przełomie października i listopada, a także w lutym, był jednym z najlepszych koszykarzy zespołu.
23-letni gracz już nie tylko zbierał piłki i dobijał w ataku, ale też trafiał z kilku metrów, a nawet za trzy punkty. W ostatnich meczach miał 4/6 za trzy, ale nie tylko dlatego dobrze wykorzystał dodatkowy czas gry, jaki dostał ze względu na kontuzje Karwowskiego i Kolowcy. Chociaż, z konieczności, musi grać jako środkowy.
Ocena: 4-
Mateusz Ponitka (24 mecze, 12,5 punktu oraz 4,2 zbiórki, 52 proc. z gry, średnio 22 minut)
Grę Ponitki przeanalizowałem na Warszawa.sport.pl przepytując i najlepszego strzelca drużyny , i eksperta TVP Sport Mirosława Noculaka . To chyba wyczerpuje temat.
Ale powtórzę jeszcze: jego indywidualne występy często były jedyną rzeczą, która przyciągała wzrok w spotkaniach słabej Politechniki. Choć wiadomo, że ma Ponitka jeszcze sporo do poprawienia (rzut, decyzje).
Ocena: 4+
Marek Popiołek (24 mecze, 3,8 punktu oraz 1,6 asysty, 38 proc. z gry, średnio 17 minut)
Topornie szło Popiołkowi rozgrywanie, ale należy pamiętać, że to nie jest rozgrywający. Na tej pozycji ten rzucający gra z konieczności i to widać - dogrywanie piłek, kreowanie pozycji kolegom, asysty nie są jego domeną.
W pierwszej części pierwszego etapu był jednak tylko zmiennikiem, zapchajdziurą po Łukaszu Wilczku, ale potem, gdy ten zaczął szukać klubu, Popiołek zaczął grać więcej i... wstydu nie było. W Koszalinie, gdzie Politechnika niespodziewanie pokonała ŁKS, był nawet powód do dumy (osiem punktów, sześć asyst).
Ocena: 3
Łukasz Wilczek (21 meczów, 4,6 punktu oraz 4,7 asysty, 34 proc. z gry, średnio 24 minuty)
Zaczął od 48 asyst w pierwszych siedmiu meczach - biegał po całym boisku, strefę podkoszową eksplorował w poprzek i znajdował kolegów: Nowakowskiego, Kolowcę, Karwowskiego... Ładnie mu to wychodziło, wydawał się silnym punktem zespołu.
Ale kiedy rywale zorientowali się, że Wilczek nie potrafi rzucać - bo nie potrafi - źródełko wyschło. Rozgrywający Politechniki trafił w tym sezonie tylko pięć rzutów za trzy, skuteczność z gry rzadko dobijała do 50 proc. Odpuszczany Wilczek przestał stwarzać zagrożenie - w 14 ostatnich meczach asyst miał zdecydowanie mniej, w sumie 51. Z rytmu wybiło go na dodatek nieudane - jak się okazało - poszukiwanie klubu.
Ocena: 3
