Z jednej strony cieszę się że jutro wracam do pracy. Zajmę się czymś innym niż użalaniem nad soba. Ale z drugiej nie czuje sie dobrze w tej pracy. Mam mnóstwo obaw czy szefowa nie wystawi mnie z dnia na dzień albo "przepędzi" jak to już zrobiła z moim poprzedniczkami.
Pół nocy nie spałam, czytałam książke, słuchałam muzyki i.. ryczałam w poduszke... Nic dziwnego że potem śpie do 13 i jestem totalnie rozbita w ciągu dnia. A B... Tak, widziałyśmy sie wczoraj. W związku z Jej perypetiami na studiach bedzie miała teraz więcej czasu ale to nie przełoży sie na poprawe naszego kontaktu. Boże jaka byłam naiwna sadząc że gdy bede ją wspierać, sluchać jak mi sie wypłakuje w słuchawke to ona potraktuje mnie tak samo gdy coś u mnie bedzie nie tak - taaa jasne... Caly poprzedni tydzień starałam sie zwrócić Jej uwage, ona nie odezwała się ani słówkiem, super, zajebiście sie czuje jak mnie tak olewa... wczoraj było to samo... musze sie zdystansować, musze, musze, MUSZE, tylko jak?
Jeśli chodzi o Bi. to... owszem spotykamy się ale obie trzymamy dystans. Uświadomiłam sobie wczoraj że chce JEJ a nie BYĆ Z NIĄ a to ogromna różnica... Zresztą nie chce być z nikim, nie czuje tych klimatów, owszem zabawa niezobowiazująca super ale coś wiecej-o nie... Powoli staje się dziewczyna na która sama nigdy nie chciałabym trafić...
wtorek, 03 marca 2009, lisard