Nie mogę wypisywać tu takich rzeczy, ponieważ jestem kapryśna i chimeryczna a w międzyczasie patrzę na siebie w lustrze oczyma Mirosława Baki. Takimi zmęczonymi i z krwią oczyma starego gliniarza. Z filmów. Na żywo bowiem rzadko sie starym gliniarzom przyglądam, choć ostatnio byłam zeznawać i mnie jeden spytał, czy o karierze modelki nie myślałam, powiedziałam mu jednak, że nie, że na takie rzeczy jestem za stara, choć naprawdę nie o wiek chodziło, ale o krzywe zęby. Staram się jednak jakoś na bieżąco te wszystkie warsztatowe ekspresje załatwiać, tyle że łatwiej idzie w moleskin. Po części przez te ostatnie szpitale, innymi razy znowu dlatego, że znowu gram w erpegi. I teraz też muszę kończyć, kochany pamiętniczku, daj mi sera na pierogi i żebym szybko znalazła jakąś drukarkę sieciową, bo muszę puścić taką jedną umowę.
poniedziałek, 06 lutego 2012, fourchet