Mam Przyjaciela. Powiedziałam Mu niedawno: "Święty jak papież to nie zajdziesz dzisiaj nigdzie, poluzuj tam, gdzie Cię ciśnie...".
Myślę bowiem, że cała rzecz w tym, by nie lekceważąc powagi dnia codziennego i zadań przed nami stojących, nie brać sobie na głowę więcej, niż to konieczne i nie obciążać się kilotonami zasad, obwarowań, przykazów, zakazów i wyrzutów sumienia.
I wcale nie nawołuję do porzucenia etyki, moralności - mówię tylko: poluzuj trochę, sobie i innym. Wtedy nawet małe rzeczy cieszą, choćby dlatego, że wreszcie je dostrzegamy. Ten punkt widzenia nie wyklucza ambicji, stawiania sobie wyzwań i zadań. Tylko nauczmy się potem odbierać nagrodę za dobrą robotę - czy to w postaci zadowolenia z siebie, czy w formie sprawienia sobie większej lub mniejszej przyjemności bez wyrzutów sumienia. Trzeba odzyskać radość życia mimo głosów mówiących, że niebezpiecznie dążymy w stronę zepsucia lub hedonizmu. Nie wstydźmy się czerpać siły i radości z udanego seksu, dobrego obiadu, ciekawej książki czy muzyki.
Zwolnijmy więc trochę ze smyczy swoją wewnętrzną bestyjkę i pozwólmy jej pohasać, bo inaczej istnieje ryzyko, że zacznie nas dotkliwie podgryzać od środka...
wtorek, 01 listopada 2011, lesnydom