W ramach zgłębiania historii indyjskiej kinematografii zmierzyłem się z prawdziwą legendą - Mother India w reżyserii Mehbooba Khana z 1957 roku, pozycję, do której filmowcy z Bollywood odwołują się do dziś. Seans (na co byłem przygotowany) nie był łatwy, ale warto było poświęcić na niego czas.
Film otwiera scena w której Radha, starsza, powszechnie szanowana kobieta uważana za "matkę" wioski ma otworzyć kanał nawadniający. Staruszka wspomina swoją przeszłość, począwszy od ślubu z Shamu.
By zorganizować wesele, teściowa Radhy zaciągnęła dług w wysokości 500 rupii u lichwiarza, Sukhilali. Pożyczka, której warunków nie zna tak naprawdę nikt oprócz lichwiarza (wieśniacy to w większości analfabeci, niezdolni do odczytania zapisów umowy), sprawia, że rodzina Radhy, niezdolna do spłaty, co roku oddawać musi 3/4 plonów i żyje w nędzy. Wkrótce mąż w trakcie pracy na polu traci w wypadku obie ręce, i wstydząc się bycia ciężarem dla rodziny odchodzi. Bohaterka sama stawia czoła wychowaniu i wyżywieniu dwóch synów.
Dalej fabuła roi się od kolejnych zwrotów i trudności, których zdradzać nie będę.
Jednym z najistotniejszych motywów filmu jest przywiązanie bohaterów do ziemi, która ich karmi. Życie wieśniaków wyznacza rytm przyrody, jednocześnie na przestrzeni całego filmu więcej niż raz da się dostrzec cykl ludzkiego życia - narodziny, wzrost, małżeństwo, wydanie potomstwa, w końcu śmierć.
Ale przede wszystkim jest to film o kobiecie - oddanej żonie i matce, na każdym kroku gotowej do poświęceń dla męża, dzieci, w końcu całej wsi. Ta rola kobiety, która poświęca się bezinteresownie, przez wiele lat była, i bardzo często nadal jest tragiczna dla kobiet indyjskich, które mają posłusznie wypełniać obowiązki, nie mogąc same o sobie stanowić.
Mother India często bywa nazywane indyjskim Przeminęło z wiatrem - porównanie prawdziwe tylko o tyle, że oba dzieła cechuje epicka narracja, oba legły w pewnym sensie u podstaw kinematografii w swych krajach i oba skupiają się na kobiecie. Jednak Radha jest właściwie przeciwieństwem Scarlett O'Hary - pomijając niesamowitą wytrwałość w walce z losem, dzieli je właściwie wszystko.
W rolę Radhy świetnie wcieliła się Nargis, która po raz pierwszy zagrała kobietę starszą, doświadczoną życiem, i wiernie oddała zarówno zmęczenie i ból, jakich przysparzał jej bohaterce los, jak i miłość do swych dzieci.
Najistotniejszą obok Radhy postacią jest jeden z synów, Birju - szkrab odtwarzający rolę młodego Birju był wyśmienity w swej zadziorności i psotliwości. Grający dorosłego już człowieka Sunil Dutt budzi dość sprzeczne uczucia - postać dorosłego Birju, niezrównoważonego emocjonalnie i kierującego się głównie żądzą zemsty na Sukhilali i chęcią odzyskania bransoletek matki bywa irytująca i trochę przejaskrawiona (choć z uśmiechem na twarzy witałem niektóre przejawy mimiki Sunila, które przejął od niego jego syn, Sanjay).
Warto w tym miejscu wspomnieć historię scenę pożaru, który w trakcie kręcenia wymknął się spod kontroli, zagrażając życiu Nargis. Sunil wyniósł ją z płomieni, i w niedługim czasie pobrali się. Do historii tej zresztą w interesujący sposób odwołuje się Om Shanti Om, przebój z 2007 roku, gdzie uwięzioną w analogicznym pożarze gwiazdę filmową ratuje nie partnerujący jej aktor pierwszoplanowy, lecz zakochany w niej statysta Om.
Film jest pełen piosenek - w trzygodzinnym dziele jest ich aż 12, czyli około dwóch razy więcej niż w przeciętnym współczesnym filmie bollywoodzkim. I jest na co popatrzeć i czego posłuchać - utwory są miłe dla ucha i zilustrowane pięknymi scenami, jak choćby piosenka towarzysząca obchodom święta Holi (święto wiosny, któremu towarzyszy obsypywanie się barwnikami, do dziś należy do najchętniej pokazywanych przez filmowców).
Mimo wielu zalet film nie jest łatwy w odbiorze. Jest to dzieło zdecydowanie pełne silnych i niekoniecznie przyjemnych emocji. W oczy rzuca się epicki sposób prowadzenia narracji - duża ilość patosu, ujęć z profilu, powtarzających się scen.
Dla fanów kina indyjskiego (mających już pewien "staż" i gotowych na trudny seans) - pozycja obowiązkowa.
wtorek, 31 sierpnia 2010, lakshman