Kierowca kciukiem lewej ręki trzyma odciągnięty pas bezpieczeństwa, który z powodu temperatury przykleja się do ciała. Pasażerki siedzące obok ubrane w tracycyjne jedwabne sukienki powoli odpływają w objęcia morfeusza. Z powodu panującej spiekoty wszystko robi się senne i prubuje zamilknąć w bezruchu. Wyprzedzamy kolejny samochód zapchany po brzegi towarami i ludźmi. Jest bosko! Gorący wiatr szumiący przez półotwarte okno smaga włosy i twarz powodując dziwne odrętwienie i zesztywnienie skóry twarzny. Popijam gorącą mocnosłodzoną herbate z zielonego termosu przegryzając tradycyjnym chlebem Nan ozdobionym wspaniałymi wzorami powstającymi w wyniku nakłuć specjalnymi stęplami. Na polach wzeszła już bawełna i wygięte jak pałąki kobiety osłoniete jedynie wilobarwnymi wysłużonymi hustami obrabiają grządki prymitywnymi motykami. Spoglądam na termometr wskazujący grubo ponad 40 stopni w cieniu i przecieram oczy ze zdumienia. Mijamy kolejny policyjny punkt kontrolny za którym podziwiam wysepke uliczną na kturej zbudowano skalnik i wszystkie kamienie pomalowali na zielono i niebiesko porzucając nadzieje na jakikolwiek cień szansy wychodowania czegokolwiej na tym pustkowiu ... kierowca dociska gazu a ja smagany wiaterem przymykam oczy i zasypiam
poniedziałek, 14 września 2009, kubafromcuba