Cieniutka książka, zaledwie 150 stron. 150 stron od których trudno się oderwać. Choć jednocześnie momentami chciałoby się rzucić książkę w daleki kąt i zapomnieć o tym, że jest. Że zdarzenia, które są w niej opisane wydarzyły się naprawdę.
Reportaże Wojciecha Tochmana o Rwandzie, to jedno z moich pierwszych bliższych spotkań z ludobójstwem w Rwandzie. Oczywiście o wydarzeniach, jakie rozegrały się między Tutsi a Hutu wiedziałam. Ale żeby wiedzieć o co tam chodziło? Albo jak to się zaczęło? Tego nie wiedziałam. I zastanawiam się, czy może jednak bez tej wiedzy nie było mi trochę lepiej, bo ciężko jest się pogodzić z tym, że można było dopuścić do takich okropności.
Tochman rozmawia z ocalałymi - zarówno z tymi z jednej, jak i z drugiej strony. Opowiedziane historie są przerażające i przejmujące. Tak samo jak przerażająca i przejmująca jest obecna sytuacja w Rwandzie, kilkanaście lat po tamtych wydarzeniach, kiedy z konsekwencjomminionych zdarzeń wszyscy muszą codziennie stawić czoła.
Lektura z pewnością nie lekka, ale warta przeczytania.
piątek, 08 lipca 2011, karolina_kozlowska