Tak się niestety składa, że w naszym kraju dmuchane afery huczą miesiącami i latami, natomiast prawdziwie bulwersujące skandale cichną szybciutko, opinia zapomina, a dziennikarze jakoś nie kwapią się ciągnąć tematu. Zatem, choć już nie nowe, to ku pamięci.
Zobaczmy, jak kryształowi są ci, którzy oburzają się, że ktoś tam obiecał coś biznesmenom, bynajmniej nie za pieniądze:
" Piotr Woyciechowski , jeden z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza , znany z zasiadania w licznych spółkach Skarbu Państwa i wielokrotnie wiązany z wyłudzaniem państwowych pieniędzy, znalazł pracę w NBP .
Piotr Woyciechowski był wiceszefem komisji likwidacyjnej WSI i jednym z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza. W 1992 roku pomagał mu m.in. podczas tworzenia w MSW tzw. listy Macierewicza, która miała zdekonspirować współpracowników SB.
Później był szefem państwowej firmy ochroniarskiej Naftor; z funkcji został odwołany w 2008 roku po głośnym skandalu. "Dziennik" ujawnił wówczas, że Woyciechowski razem z bratankiem Antoniego Macierewicza - Tomaszem, wypłacili sobie ogromne kwoty z kasy państwowej na odprawy z Naftoru, którym zarządzali . Za ich odejście spółka zapłaciła niecały milion złotych odszkodowania.
Woyciechowski był też członkiem spółki Post Media Serwis, o której finansach pisała "Gazeta Wyborcza". Spółka ta z kasy Poczty Polskiej pobierała rocznie 4 miliony złotych na wydawanie zakładowej gazetki . W radzie nadzorczej byli m.in. ludzie z komisji likwidacyjnej WSI.
Teraz Woyciechowski dostał pracę w NBP Sławomira Skrzypka, którego zna z lat, gdy ten był wiceprezydentem Warszawy. Woyciechowski szefował wówczas podlegającej mu spółce Gminna Gospodarka Komunalna Ochota. Były likwidator WSI doradza tam w sprawach bezpieczeństwa . ( gazeta.pl)
W sprawach bezpieczeństwa? No na pewno portfele i konta wierchuszki PiS są bezpieczne, nie grozi im opustoszenie. Gorzej z naszymi, publicznymi pieniędzmi. Przypomnijmy, że Skrzypek to idiota, który nawet nie potrafił z kartki kilku cyfr przeczytać, jak został prezesem.
No, ale zobaczmy też, jak kryształowi są ludzie, którzy zarzucali rządowi niejasne jakoby kontakty z handlarzem bronią podczas przetargu na sprzedaż stoczni:
" Nazwisko El-Assira jest dziś głośne. To on pośredniczył w nieudanej transakcji sprzedaży polskich stoczni katarskiemu funduszowi Stichting Particulier Fonds Greenrights. To z konta Libańczyka wpłacono skarbowi państwa 8 mln euro wadium. I to właśnie jego postać PiS wykorzystał do ataku na rząd.
Zaczęło się od ustępującego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Tydzień temu rozesłał on prezydentowi oraz marszałkom Sejmu i Senatu zapisy podsłuchanych przez CBA rozmów, a te niemal natychmiast wyciekły do prasy. PiS i część mediów ogłosiły "aferę stoczniową". Opozycja zażądała głów ministra skarbu i urzędników Agencji Rozwoju Przemysłu, którzy mieli z naruszeniem procedur faworyzować katarskiego inwestora. Właśnie tego, którego reprezentował El-Assir.
Posłowie PiS oburzali się, że służby specjalne nie sprawdziły przeszłości El-Assira, który miał być "bohaterem korupcyjnej afery w Portugalii", a według części mediów nawet mieć związki z Al-Kaidą.
Najostrzej wypowiadał się poseł Zbigniew Wassermann, b. koordynator służb specjalnych. We wtorek w Sejmie mówił dziennikarzom, że "El-Assir to człowiek znany w świecie, uwikłany w nielegalny handel bronią, człowiek, który jest ścigany listami gończymi". - Czy tego nie ustaliły służby? To nie CBA bada tego typu wiarygodność. To zadanie ABW, MSWiA i SKW. Tego premier nie wiedział? - atakował Wassermann.
Tymczasem z informacji "Gazety" wynika, że to właśnie Wassermann jako koordynator służb za rządów PiS zlecił ABW sprawdzenie El-Assira. 28 maja 2007 r. wysłał do Agencji pismo z prośbą o "sprawdzenie osoby o nazwisku Abdul Rachman El-Assir". Sprawę polecił potraktować jako pilną.
Już 5 czerwca 2007 r. wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek odpisał Wassermannowi: "ABW nie posiada informacji istotnych dla bezpieczeństwa państwa i międzynarodowej pozycji RP w odniesieniu do osoby o nazwisku Abdul Rachman El-Assir". Ocieczek dodał też, że nazwisko El-Assira nie znajduje się w aktach IPN.
Po co Wassermannowi były te informacje? Czy przeszłość Libańczyka sprawdzał, bo za kilka dni handlarz miał lecieć do Gruzji z prezesem Bumaru i Robertem Drabą, wiceszefem kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego? ( gazeta.pl)
No i jasne. Ten straszny zbrodniarz to protegowany prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a Wassermanowi nie przeszkadzało, że rekomenduje takiego "strasznego zbrodniarza", a przecież wiedział o nim wszystko, bo miał informacje z ABW. I co teraz, kłamczuszki?
wtorek, 03 listopada 2009, krasnov