Mama Kosmitka, jako świetnie zorganizowana matka przedszkolaka, zorientowała się wczoraj o 17.50, że nazajutrz jest Dzień Nauczyciela. Nerwowo dorwała się do komputera, zrzucając brutalnie Tatę Kosmitka z fotela i wysłała rozpaczliwą wiadomość do innych rodziców, czy były jakieś ustalenia wspólne co do kwiatków / prezentów / czekoladek dla przedszkolnych pań nauczycielek. Nie wiedzieć czemu, odpowiedź nie nadeszła. Mama Kosmitka uznała więc, że musi zadziałać sama i że czekoladki to świetny pomysł, zwłaszcza, że można je kupić o 7:30 w sklepie pod blokiem. Nie wzięła niestety pod uwagę ewentualnego udziału w procesie decyzyjnym Kosmitka.
"Nie chcę cekoladek dla pań" - orzekło dzięcię - "Chcę dać kwiatka!"
Mamę Kosmitka przystopowało na moment w porannym pędzie, ale uznała, że przy dobrych wiatrach kwiaciarnia będzie zamknięta o 7:50, co Kosmitka przekona do planu A i pognała dalej. Kwiaciarnia była otwarta. Mama Kosmitka (nadal w pędzie) zaproponowała 3 różyczki i wyjęła portfel.
"Nie rozycki" - zaprotestowało dziecko. "Te!" - powiedziało zdecydowanie wskazując gerbery.
Mama Kosmitka o 7:50 nie była w stanie podjąć dyskusji i Kosmitek wkroczył do sali dzierżąc w dłoniach trzy gigantyczne gerbery w przybraniu mając minę Cezara wkraczającego do Rzymu w 46 r. po zwycięstwach w Galii, Egipcie, Azji i Afryce (choć Mama Kosmitka ma wrażenie, że Pompejusz stawiał nieco większy opór, niż ona...).
Kosmitek podszedł do Pani i wyszeptał: "Wsyskiego najlepsego", natomiast na pytanie pani: "Z jakiej to okazji?" jakby się zaciął. Z pomocą przyszedł kolega, który nonszalancko, jakby od niechcenia podszedł, wsadził głowę między Panią a Kosmitka, rzucił "Dzień Naucyciela" i równie nonszalancko i od niechcenia się oddalił.
Drodzy Nauczyciele! Zdrowia, szczęścia i cierpliwości do naszych dzieci!
piątek, 14 października 2011, mama_kosmitka