Mój nieulubiony autor Paulo Coelho, płodny jak królik zażerający się czarnoziemem, brylował w osobistym zestawieniu literackich betonów ze względu na rzeczoną płodność. Zakodowałam więc w swej głowie dogmat - natłok to ZŁO!
Nadszedł jednak weryfikacji poglądu czas... Zorientowałam się, że postać, którą darze ogromną estymą pisze jak szalona. I jeszcze na kartach swoich publikacji rzuca sobie w twarz oskarżenia grafomańskie. Bosko.
W listopadzie premierę będzie miała kolejna książka Szymona Hołowni Bóg, kasa i rock'n'roll, która stanowić będzie zapis rozmów, jakie autor prowadził z Marcinem Prokopem. Nie wiem, czy pozycja uzyska znienawidzone przeze mnie miano bestsellera, czy spodoba się antydeistom, w sumie kompletnie o to nie dbam. Ja na pewno przeczytam bo rozprawy o kulturze, nawet tej niskiej, popcornowej, prowadzone w racjonalno-religijnym anturażu, budzą mnie z jesiennego letargu.
Nie ma drugiej takiej osoby w TV jak Szymon Hołownia, Nikt do mnie z małego ekranu tak świadomie i pewnie nie mówi jak właśnie on. To medialny potwór o stu głowach, którego merytorycznie nie da się zagiąć. I można się z nim nie zgadzać, nie szczuje ekskomuniką.
Prokop natomiast, ostatnio zjadł swój własny ogon albo jak kto woli liznął się po swym popkulturowym odbycie przyjmując propozycję prowadzenia teleturnieju Milion w minutę. Program skrojony tępymi nożyczkami, nagradzający zręczny brak talentu, stawiający przed uczestnikiem wyzwanie zabarwienia papierka lakmusowego trzewiowym bekiem. Stwierdzenie - czego się nie robi dla pieniędzy jest w tym przypadku niesmaczne. Ale perfumuję niesmak kadzidłem i już w mej głowie Marcin Prokop znowu jest błyskotliwym, inteligentnym człowiekiem, który wie jak z Hołownią rozmawiać.
Poczekam. Przeczytam. I to już koniec. Nie macie pojęcia o ile łatwiej człowiekowi krytykować. Krytyka to trzepanie odtwórczej piany. Pozytyw to esencja. Ciężko utrzymać jej klarowność. Dlatego już nie mące. Załączam okładkę.

niedziela, 30 października 2011, eveliina_m