Mój tydzień z Marilyn jeśli jeszcze nie jesteście pewni czy wart jest zobaczenia zapewniam że tak. Historia jak historia, Marilyn była może nie najwyższych lotów aktorką ale była niezwykłą kobietą i myślę ze byłaby zadowolona z tego jak ją w tym filmie sportretowano. Wybór Michelle Williams, do tej roli na pewno nie był łatwy ani jednoznaczny, jak bowiem obsadzić współczesną aktorkę w roli największej sex bomby kina, na pewno znajdzie się wiele osób, dla których to całkowicie nietrafiony wybór.
Moim zdaniem wybór był doskonały i z kina wyszłam zachwycona grą tej aktorki, uznaję że wszystkie zachwyty jakie na nią spadły po tej roli za w pełni uzasadnione, moim zdaniem była doskonała, idealnie wcieliła się w postać kobiety zagubionej w świecie, w której wszyscy widzą wielką kapryśną gwiazdę a niewielu dostrzega zwyczajną kobietę pragnącą zwyczajnych rzeczy.
Drugi doskonały wybór to Kenneth Branagh w roli Sir Laurence'a Oliviera, potrafił oddać cały skomplikowany świat wielkiego aktora któremu przyszło grać w filmie z wielką gwiazdą, która stanowi jego całkowite przeciwieństwo. On wielki aktor, wykształcony mający za sobą lata doświadczeń teatralnych gra z kimś kto nie ma ani wykształcenia aktorskiego ani doświadczenia teatralnego, i choć jest zauroczony kobietą, to codzienność życia na planie z Marilyn doprowadza go do rozpaczy.
Jedyny minus dałabym filmowi za haniebną charakteryzację Julii Ormond w roli Vivien Leigh, doprawdy jeśli chciano w dosadny sposób podkreślić różnice wieku pomiędzy Mariliyn a Vivien można to było zrobić delikatniej, a tak wyszło to trochę jak karykatura.
Ostatecznie jednak film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i mogę z czystym sumieniem polecić go jako przyjemną rozrywkę na zimowy wieczór, kiedy ciepła i przyjazna sala kinowa jest ostoją przed atakującym zewsząd zimnem.
niedziela, 05 lutego 2012, saraa