Mój głos, choć nieco spóźniony, będzie nieco z innej strony. Jako redaktor prowadzący dużego serwisu motoryzacyjnego mam na co dzień kontakt z PR-owcami obsługującymi tą dużą i bogatą branżę. Po rocznej współpracy z tymże "środowiskiem" stwierdzam, że spece od public relations pracujący dla największych koncernów w Polsce to w kwestii Internetu dyletanci i amatorzy. Dla większości PR-owców branży motoryzacyjnej działania public relations w Internecie sprowadzają się do wysyłania raz na jakiś czas maila z informacją prasową. Jakiekolwiek wykorzystanie narzędzi oferowanych przez Web 2.0 nie istnieje. Zapomnijcie o blogach, Twitterach, a nawet o porządnie prowadzonych stronach prasowych. Powiecie, że koncerny mają zbyt mały budżet? A po co wydają kilkudziesięciostronice biuletyny, które leżą i kurzą się w salonach dealerskich?
Przerażający jest również całkowity brak strategii działania w Internecie. Strony prasowe wciąż są tubą propagandową i zamiast znajdować tam informacje użyteczne, dziennikarze najpierw muszą przebić się przez tony wazeliny. Przykład: duży francuski koncern przysyła mi informację prasową. Autor maila pisze mi w treści, że w załączniku znajdę informację gotową do wykorzystania na portalu. Świetnie - zawsze to lepiej przeredagować coś, co według PR-owca jest dziełem skończonym. Nic z tego. Po otwarciu załącznika okazuje się, że informacja prasowa liczy sobie 17 (!) stron PR-owego bełkotu. Efekt: trzy godziny mojej roboty, konieczność wykonania kilku telefonów do działu public relations tej firmy i całkowite poczucie beznadziei.
PRzykład kolejny: osoba odpowiedzialna za public relations w dużej firmie oferującej ubezpieczenia komunikacyjne nie potrafi dołączyć zdjęć do maila. Musieliśmy im udostępnić serwer przeznaczony dla reklamodawców. Powód: dwa zdjęcia o której chodziło były w formacie BMP i zajmowały w sumie 25 MB. Nie nadawały się na nawet na stronę www, nie mówiąc już o gazecie...
Warto też wspomnieć o tempie pracy przeciętnego polskiego PR-owca z branży moto. Przetłumaczenie tekstu z języka niemieckiego zajmowało osobie za to odpowiedzialnej w pewnym baaardzo popularnym koncernie zajmowało średnio 10 dni. Po tym czasie tryumfalnie dostawaliśmy na maila to, co w zredagowanej już wersji pojawiło się na 3/4 portali moto tydzień wcześniej.
Nigdy się nie spotkałem przygotowaną przez koncern sondą lub konkursem dla użytkowników jakiegokolwiek portalu. Nie widziałem żadnej moto ciekawostki na popularnych polskich agregatorach treści. Wiem, że kilka koncernów próbowało się promować na naszej-klasie, ale to moim zdaniem strzał w kolano. Jako użytkownik Golden Line i Profeo również nie uświadczyłem tam jakichkolwiek zorganizowanych akcji promujących produkty branży moto.
Uchwytność przeciętnego polskiego PR-owca również często graniczy z cudem. W konwekwencji mój nieco bardziej nerwowy redakcyjny kolega przestał kontaktować się z interneto-odpornymi PR-owcami. Nie spotkałem się też, żeby którykolwiek z nich podał do siebie inny namiar niż telefon i mail.
Kto zawinił? Moim zdaniem środowisko PR w Polsce wciąż nie zna i nie rozumie zasad funkcjonowania Internetu. Fakt, że tego typu tematy pojawiają się na Kongresach to śmiech na sali. To tak, jakby powiedzieć, że przecież posłowie Platformy dużo mówią w Sejmie o zmianach w polskim systemie podatkowym. Pr-owców należy wysłać na rzetelne szkolenia, na których będą mogli w praktyce testować rozwiązania. Oprócz umiejętności rozszyfrowania pojęć typu CTR, współczynnik odrzuceń czy słowa kluczowe.
Gra jest warta świeczki, bo do zagospodarowania jest ogromny kawałek rynku.
Cieszę się z tej dyskusji. To temat rzeka nie mniej jednak moj skormony pogląd jest taki że rozwój social mediów to początek końca tradycyjnych ( specjalnie używam tego pojęcia) form komunikacji. W branży PR interent został odkryty niedawno stad jak grzyby pod deszczu wyrastały specjalistyczne " działy" zajmujące się tzw szeptanką produkujące posty na forach. Niektórzy zrozumieli po kilku latach że ten kierunek się wyczerpał dlaczego ( wybierając ostatnio partnera do projektu w ramach którego były aktywności na SM zuważyłem dzięki Bogu tę zmianę) Nowy Świadomy konsument. To on dzięki właśnie social mediom, blogosferze zmienił diametralnie podejście. Naprawdę wszystko zmierza do dialogu z konsumentem, a nie do różnych opakowań monologu. Do jawności i otwartości w dialogu a nie manipulacji ukrywajacej sie pod postaciami 300 postów miesięcznie pisanych przez studentów, czy też określonej ilości wycinków prasowych.To już się stało w branży internetowej kiedy agencje w końcu zrozumiały że wymagana przez klientów magiczna CTR kompletnie degeneruje sposób planowania kampanii. De facto to my musimy jako branża zmienić świadomość klientów i zarazić ich innym nowym rozumieniem biznesu.
2009/11/24 09:46:18Naprawdę uważacie, że tylko własne media? Nawet jeśli komunikacja z konsumentami z wykorzystaniem własnych kanałów będzie prowadzona doskonale, konsument zawsze będzie miał wybór drugiego konsumenta. W Euro RSCG mówimy o kwadraturze marketingu (square marketing ). Z jednej strony firma/marka, z drugiej strony jej pracownicy (których możemy nazwać "własnymi kanałami", bo czy komunikacja jest mniej czy bardziej zorganizowana, to właśnie pracownicy te media tworzą), z trzeciej i czwartej strony konsumenci. Powstaje pytanie, ile marek może komunikować się z wszystkimi konsumentami na raz? A co z markami, które dopiero powstają lub stoją przed wyzwaniem odbudowy zaufania konsumentów? I czy zawsze lepiej jest ze wszystkimi, zamiast z najbardziej opiniotwórczymi? W moim przekonaniu nie raz wystarczy komunikacja z najbardziej wpływowym konsumentem (blogerem, kreatorem, czy jak chcemy tę grupę nazwać), który jak i wcześniej pomoże firmie / marce dotrzeć do innych. I to się raczej nie zmieni, niezależnie czy alternatywą będzie reklama w mediach tradycyjnych, czy własne media społecznościowe
2009/11/23 14:51:14Komentarz na zupełnym marginesie. Niestety, dyskusje o wycinkach prasowych nie zakończą się prędko. Szansa na to mogłaby się pojawić, gdyby branża PR (nie tylko w Polsce) dogadała się jak mierzyć efekty działań PRowych. Potrzebne są wspólne i jednolite kryteria (tak jest np. w branży reklamowej). Jak na razie (jeśli mierzy...) każdy mierzy efekty działań PR inaczej (chociażby "legendarne" AVE...)
2009/11/22 18:49:52@vindue - ale czemu sie tak bulwersowac? Statystyki jasno pokazuja. "W Polsce mamy do czynienia ze społeczeństwem dwóch prędkości. Wśród osób nie korzystających z Internetu aż 73% to osoby powyżej 45 roku życia. W tym przedziale wiekowym znajduje się co trzeci Polak, co uzmysławia, jak duża jest skala nieuczestniczenia w społeczeństwie informacyjnym."
prnews.pl/ing-bank-slaski/ing-rozdaje-1-milion-bezplatnych-elementarzy-internetu-wersja-po-korekcie-45598.html
czy w tym kontekscie Twoj komentarz dalej ma sens? Moim zdaniem chyba jednak nie ;)
"KOMUNIKACYJNIE WYGRAJĄ TE ORGANIZACJE, KTÓRE POSIADAŁY BĘDĄ WŁASNE KANAŁY KOMUNIKACJI PR/MEDIA" - dokładnie. Od pół roku jako CMO w Naszej-klasie nie zajmuję się niczym innym - tylko promocją własnych kanałów komunikacji i własnych mediów: blogów, kanałów na śledziku, bloga branżowego, zaraz developerskiego, kanałów na YouTube. Jako szef obszaru marketingu i public relations w spółce, od pół roku nie zrobiłem żadnej reklamy. Pracownicy działu mają zakaz robienia reklam - mają skupiać się na komunikacji a nie propagandzie, która nie dość że nie lubiana przez konsumentów to walcząca choćby o szczątki uwagi we własnym clutterze.
A działamy tak właśnie dlatego, że public relations które pełni funkcje strategiczne i zarządcze w organizacji jest nieporównywalnie bardziej skuteczne niż tradycyjna koncepcja marketingu i PR.
Przykład pierwszy z brzegu - jak wypromować globalna markę internetową w zaledwie 2 miesiące bez wydania złotówki na promocję? Własnie w social media i na social media way - według ostatnich badań wizerunkowych jakie zrealizowaliśmy z IMASem świadomość wspomagana marki Śledzika wśród polskich internautów wynosi 78 proc. Czy potrzebne jest jakieś inne potwierdzenie? Osobiści mi to mi to wystarcza.
Własne media uniezależniają cię od widzimisię - i z całym szacunkiem spadającego poziomu merytorycznego mediów (tabloidyzacja, pogoń za zasięgiem, dewaluacja misji, zatrudnianie coraz mniej kompetentnych i doświadczonych redakcji - koszty). Co nie oznacza oczywiście, że nie odgrywają wciąż dużej roli w kształtowaniu obrazu wielu spraw istotnych społecznie.
Również całkowicie się zgadzam, że komunikacja staje się przez to bardziej subiektywna. Nikt jednak nie pamięta o tym, że social media są subiektywne, tak jak zwyczajni ludzie je tworzący - i za to właśnie czytelnicy cenią np. blogerów: oni wyrażają swoje subiektywne poglądy. To istota różnica pomiędzy "starymi mediami" a social media (nie mylić z "nowymi mediami"). Kto powiedział, że obiektywizm jest wartością samą w sobie?
Myślę również, że istotnym tematem jaki podniosłeś jest na nowo określenie tego co rozumiemy pod pojecie "media". Mam wrażenie, że dużo nieporozumień powstaje właśnie na tej kanwie.
Jeszcze jeden (sorki, że długi) wątek. Biorąc pod uwagę rosnącą rolę osób prywatnych jako mediów (dzięki technologiom-Internetowi), trzeba sobie powiedzieć, że PR to właśnie coraz bardziej MEDIA RELATIONS, tylko media występujące w zupełnie innym charakterze, każdy z nas staje się medium, a to rodzi poważne implikacje dla PR-u.
Jakie:
Będziemy zmierzać w kierunku strategicznego postrzegania PR-u, bo zwykłe taktyczne ruchy już nie wystarczą. W tym sensie rzeczywistość przybliży się do teorii, która mówi, że PR jest funkcją zarządzania strategicznego. To znaczy, że załatwiactwo będzie mniej wpływowe niż świadome i strategiczne zarządzaniem całym obszarem komunikacji.
Zmniejszenie się wąskich gardeł w postaci bardzo ważnych ludzi w mediach maintreamowych decydujących o losie innych, bo można ich przeskoczyć lobem wykorzystując media społeczne + inne formy komunikacji (transmisje tv, etc.)
Koniec chałupniczego zarządzania PR-em. Już się tego robić nie da samemu. Będziemy mieli do czynienia z coraz większą profesjonalizacją PR-u i poszczególnych specjalizacji w PR-ze. Tu nie mam do końca pewności, w którą stronę to pójdzie. Bo z jednej strony, potrzebujemy ludzi o uniwersalnych kompetencjach, podmiotowych, decyzyjnych, umiejących sprawnie zarządzić niezwykle już szybką sferą komunikacji, a z drugiej, nieprawdopodobny rozwój w mediach sprawia, że będziemy potrzebowali ludzi o specjalistycznych doświadczeniach i wiedzy, np. od prasy kolorowej, stacji radiowych, social media (i to też być może w rozbudowanej formie), TV (i online i tradycyjna).
Na dobre już, koniec wąskich gardeł w postaci rzeczników i komórek PR w organizacjach. Każdy jest komunikatorem. Zwiększy się rola edukacyjna PR-u we własnych organizacjach i to znacząco. Każdy musi być dzisiaj PR-owcem, bez względu na to, czy pracuje w call center, czy jest asystentem dyrektora, czy pracuje w sprzedaży i technice.
Antyhierachiczność organizacji w zakresie komunikacji. Pracujemy już prawie w trybie czasu rzeczywistego (15 min opóźnienia raporty z sieci). Oznacza to, że całe organizacje będą musiały zmieniać myślenie o zarządzaniu. Pracownicy będą musieli być bardziej upodmiotowieni, decyzyjni i gotowi do samodzielnych działań. Nie ma już (a na pewno nie będzie) czasu na wiele konsultacji przy każdym zdaniu. To jesyt gigantyczne, o ile nie największe wyzwanie stojące przed organizacjami. Trochę w duchu Wikinomii Tapscotta. Tu mogłaby to być lektura edukacyjna.
Potrzeba przyswojenia nowych kompetencji przez PR i organizacje, związanych dotąd z dziennikarstwem. Teza brzmi: KOMUNIKACYJNIE WYGRAJĄ TE ORGANIZACJE, KTÓRE POSIADAŁY BĘDĄ WŁASNE KANAŁY KOMUNIKACJI PR/MEDIA ! Sieć pokazuje, że zmierzamy w kierunku silnej subiektywizacji komunikacji. To szansa dla PR-u. Potrzeba jednak rozszerzyć zakres kompetencji o umiejętności prowadzenia swoistych redakcji PR, a więc w kategoriach twórcy treści i technologii powstawania profesjonalnych materiałów. (to szansa na pracę dla dziennikarzy odchodzących z zawodu).
Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że PR ma szanse być awangardą zmian, bo jako pierwszy, bazując na relacjach, wyczuwa tendencje, potrzeby i zmiany zachowań otoczenia. Czy sam jest gotów na wzięcie takiej odpowiedzialności na swoje barki? Gdybym miał dzisiaj odpowiadać, to powiedziałbym, że nie, bo nie jesteśmy w czubie zmian. Dowodem jest też nasza platforma blogowa, jaką uruchomiliśmu jako PR w Grupie TP www.blog.tp.pl/ Okazało się, że z prawie 400 spółek tylko 4-5 korzysta z blogów. Nie mówiąc o platformie. Mam też wrażenie (absolutnie subiektywne), że ludzi pasji jest mniej niż w Twoim środowisku. A bez pasji nie ma ciągnięcia w górę.
Pozdrawiam
konrad ciesiolkiewicz
Dominiku,
Muszę powiedzieć, że wstrzeliłeś się dokładnie w mój punkt widzenia w kontekście robienia i spotykania się PR-owców dyskutujących o tym, jak się należy ubrać.
Ja nie mam na myśli akurat Kongresu.
Przede wszystkim brakuje wnikliwej analizy tego, co dzieje się w otoczeniu medialnym, choć dzisiaj mówić należy o całym otoczeniu komunikacyjnym. Za mało dyskutujemy o zmianach w mediach, a przecież to są podstawowe uwarunkowania naszej pracy. PR jest wypadkową tego, co dzieje się w mediach.
Po drugie, o ile możesz mieć rację (ale w tradycyjnym rozumieniu) mówiąc, że PR nie jest tym samym, co media relations, o tyle papierkiem lakmusowym tendencji komunikacyjnych zawsze są media i one też są głównym determinantem wszelkich zmian. Tak, w starej definicji PR, to nie to samo co media relaions. Jednak dzisiaj oznacza to już co innego niż jeszcze kilka lat temu. Napiszę o tym zaraz w drugim wpisie.
Przepraszam ze sie wcinam w dyskusje wewnatrzsrodowiskowa, ale mnie troche diabli wzieli. Idzie o wpis pana Michala Macierzynskiego. Konkretnie o fragment o generacji 45+.
Mam 49 lat i korzystam z e-maila od 17 lat, od czasow Bitnetu i Ethernetu. Pamietam przegladarke o nazwie Mozaic. Z konta internetowego w polskim banku korzystam od czasu kiedy to bylo mozliwe. I nie mam wrazenia ze jestem samotny w tlumie rowiesnikow odzianych w bereciki z wiskozy, nieslusznie zwanej mohairem.
Jezeli cokolwiek w branzy sprzedawania, marketingu i tego co sie kryje pod literkami PR bedzie oparte na tak subtelnej zdolnosci do rozrozniania i dostrzegania roznorodnosci, to nie pomoze ani Twitter, ani Web 8.0., 9.0 9 27.0. I to bym ewentualnie podsunal pod rozwage: mniej wykluczajacej arogancji a wiecej precyzji myslenia.
Pozdrawiam
v.
myślę, że branża PR przede wszystkim powinna sama 'oczyścić szeregi', bo poza zabawnymi deklaracjo-apelami nic chyba odkrywczego się nie wydarzyło
a kolejne próby 'marketingu szemranego' pokazują, że 'stare wzorce' próbuje się aplikować w nowych miejscach - tylko to nie wróży niczego dobrego
po prostu konsumenci mają dość prób manipulowania nimi - to zaczyna być coraz powszechniejszym problemem marketingu o ile realizuje się go w modelu 'push'
A może trzeba przyjąć do wiadomości, że jest jak jest i w najbliższym czasie lepiej nie będzie? ;) Skoro PR cały czas jeszcze musi udowadniać, że nie jest manipulacją, że jest potrzebny, że da się ocenić rezultaty, etc., czyli wciąż musi walczyć w powszechnej świadomości o zbudowanie fundamentów, to nie można mieć pretensji, że drepczemy się w miejscu. Wydaje mi się, że w Polsce jak wygląda PR, ciągle narzucają agencje, a nie korporacje. To nie jest złe do momentu, kiedy te pierwsze reagują na to, co chcą korporacje. A wyjątków przekonujących do nowego jest bardzo mało... (ale widać tutaj zmiany!) A że w korporacjach świadomość PRu i zmian zachodzących w branży jest jaka jest, to potem powstaje swego rodzaju dysonans pomiędzy tym co na świecie, a tym co w Polsce. I tylko cieszyć się nielicznymi rodzynkami, jakimi czasami są największe instytucje, mające odpowiednie budżety i które mogą zaryzykować. Patrząc na to co na Zachodzie i u nas to właśnie mamy takie kilkuletnie przesunięcie w czasie. Oczywiście, że tacy liderzy opinii jak Dominik chcieliby przeskoczyć pewien etap, ale niestety jeśli branża jako taka wciąż nie odrobiła lekcji domowej z podstaw, to ten gruby ogon będzie się za nami ciągnął. Ale to przecież nie dotyczy tylko PRu ale i marketingu u nas wciąż jesteśmy na etapie marketingu masowego, mniej wysublimowanego. Cały czas mamy zapóźnienia pod tym względem, mimo że robimy ogromne postępy.
Jako, że jestem zawodowo zboczony ;) podam przykład sektora bankowego. Owszem bankowość internetowa, nowe pokolenie klientów, etc. Ale z drugiej strony mamy 40% nieubankowionego społeczeństwa i ludzi w wieku 45+, którzy z internetu i bankowości internetowej korzystać raczej nie będą. A kasa dla banków na dzisiaj nie leży u tych młodych, którzy uważają podstawowe usługi bankowe za commodity (darmowy rachunek, karta i przelewy to przecież dla nich normalka i nikt nie chce za to płacić) i w zarabiać będą na nich dopiero za dłuższą chwilę. Duża kasa leży właśnie w tych 45+, którzy się już dorobili, nie patrzą na koszty usług, mają co zainwestować, albo kasę, żeby spłacać kredyty. Młody jak potrzebuje kredytu hipotecznego, to i tak będzie się kierować ceną, a nie tym, który bank lepiej do niego dotrze via internet. To jest dylemat zajmować się tym co pojutrze, czy robić pieniądze dzisiaj. Odpowiedź jest oczywista.
Wydaje mi się, że podobnie jest obecnie z PRem. Na diabła klienci mają wchodzić mocniej w internet, jak to z ich punktu widzenia wciąż jest to medium jutra (i mają w wielu przypadkach rację), a tradycyjne metody działają dzisiaj i przynoszą pieniądze dzisiaj. Skoro ostatnie lata to była kasa, kasa i jeszcze raz kasa, to nikt nie myślał o tym, żeby zmieniać coś, co działa (chyba, że dla publicity czego przykładem może być jesteśmy w Second Life ;). Być może teraz kryzys to wszystko zmieni, bo wszyscy mają trochę więcej czasu i mogą zwolnić nie obawiając się, że rynek im odjedzie.
Jednym słowem. Kiedy będzie więcej takich firm, które wyznaczają standardy w komunikacji w sieci, wówczas pójdą za nimi pozostałe. Ważne jest jednak to, że mimo wszystko w ciągu ostatnich lat zmieniło się diametralnie postrzeganie PRu i jego roli w firmach. A to już ogromny postęp. Myślę, że jeszcze trochę czasu i postulaty Dominika się spełnią, przynajmniej w części. A co do kongresu czy nie będzie to trochę tak, że się będzie przekonywało przekonanych? ;) Że interesować się będą tym ci, którzy i bez tego by się tym zajmowali? To jest właśnie pytanie jak dojść do tych, którzy obecnie kreują taki, a nie inny obraz PRu w Polsce i ich przekonać o tym, że czas iść do przodu?
A może większość ma chłodną głowę ? I że social media to wcale nie takie halo. I wcale nie taka genialna droga do sprzedawania produktów (bo to tego finalnie prowadzić mają starania piarowców). Może widzą, że od komentowania swoich foci (w pewnym uproszczeniu) do nakłonienia do kupna jest 100 km.
Własny sos dominuje w polskim social media - te same nazwiska, ja śledzę ciebie ty mnie, klikamy na się tysiąc razy dziennie i ruch jest.
Nie zgadzam się z tezą że social media to jedyna platforma komunikacji. Nie jest nawet dominująca. Bo jakoś na tym chwalonym zachodzie nie widać by ktoś zrezygnował nagle z tradycyjnych mediów.
Ludzie są prości - gadają o prostych sprawach, prostym językiem i mają proste marzenia. A tu jakieś fantasmagorie ze biedni konsumenci nie rozumieją cudowności i blasku social media. I wolą grila, mecz, piwko i spacer.
Trochę dziwię się całej powyższej dyskusji: z jednej strony przewija się wątek, że o social media, WEB 2.0, PR 2.0 (cokolwiek to dzisiaj znaczy), wiemy już wszystko, wyedukowani, oczytani PRowcy, z głową pełną best practices z zagranicy, z drugiej jednak strony sami przyznajemy, że efektywnych działań na naszym "polskim poletku" ze świeczką szukać. Więc co jest nie tak? Dlaczego za wiedzą nie podąża praktyka? Dlaczego wciąż zatrzymujemy się tylko na etapie dyskusji? Skoro social media są szansą na triumf nad reklamą dzisiaj, to dlaczego mówimy o jutrzejszych szansach i perspektywach? Czy nie widzicie tu branżowej inercji? Forum 2010 powinno stać się wskazówką, jak z niej wyjść.
2009/11/14 01:15:20@magda zasugerowałam się tytułem, bo nie brzmi on "Quo Vadis Kongres?" ;)
@dominik jasne, że dyskusje są potrzebne - zobacz PR Camp New York www.bernaisesource.com/Events.html dlaczego nie w Warszawie? :))
Hej, dzięki za post. Pozwolę sobie zabrać głos w tej dyskusji, głównie dlatego, że ja się określam mianem piarowca, a SIĘ TEGO NIE WSTYDZĘ. I nie czuje potrzeby tłumaczenia się z tego, że ktoś tam nazywa manipulacje, czy inne nieczyste zagrania "piarem", że ktoś nie do końca rozumie termin i problematykę PR i "że chyba mnie obraża, bo ja przecież taki nie jestem". Ludzie korzystają z wielu słów, których nie rozumieją, a które nadużywają, że tylko "liberałów" przytoczę. W USA, przecież mateczniku komunikacji, o piarowcach mówi się jak najgorzej, a szanuje bez porównania bardziej niż u nas. Taka makiaweliczna wolta. U nas będzie podobnie, o czym pisze kprzewuska - wszak PR staje się trendy. Tylko co z tego wynika ?
Kilka refleksji:
1) Nasz rynek jest nie jest głupi dlatego, że przecenia swą siłę, a dlatego, że jej nie docenia. Albo inaczej: wstydzi się jej. Branża ciągle czuje potrzebę tłumaczenia się z tego co, dlaczego i dla kogo robi. I że jest etyczna (element każdej konferencji PR). Słusznie, etyka ważna rzecz, ale chyba skoro techniki komunikacyjne szarżują (a mam takie wrażenie ostatnio), to po co się po raz kolejny zastanawiać, czy PR jest potrzebny. Jesteśmy, to jest, basta. 2) System edukacji. Jest bardzo zły. Złe są podstawy naukowe, jest dużo złych wykładowców. Nikt nie weryfikuje ich wiedzy. Jak rozpoczęła się era youtube, teraz (teraz, sic !) studenci skazani są na ciągłe oglądanie reklam i virali na youtubie. Tych wirali z 2005. Dziś. Nie znam recepty na standardy. Ale trzeba je opracować.
3) Kongres skupia rokrocznie tych samych ludzi. Jest to jego zaleta ale i wada. W tym roku nie dowiedziałem się niczego nowego. Poza tym, że jesteśmy prowincją (pozdrawiam Marku ;)). Tu trzeba przede wszystkim nowej idei, może nowej formy. Żeby nie było, że krytykuje - tu jest pełna deklaracja pomocy. 4) Nie zajmę stanowiska po żadnej stronie barykady media tradycyjne (media rel.) vs media społeczne (social mr). Bo nie. :) Komunikacja jest miękka i tu trzeba po prostu wyczucia, kiedy z których narzędzi korzystać. Najlepiej zachowując wynikający z wiedzy odpowiedni bilans. Jestem jednak przeciwko "napierd**** notek", których jedynym celem jest ilość notek. 5) Pytanie: co i jak zrobić? Konferencja to za mało, nie tędy droga ? Książka ? Ok, ale ... może jakaś akcja ? Pytanie: jaka ?
Ze swojej strony, życzę tylko piarowcom, na sam początek, lepszego samopoczucia :) I dość metafizycznych rozważań na temat swojego miejsca na świecie. Misją jest ogarnięcie tego ogromu wiedzy na temat komunikacji, który nas dziś otacza. DO roboty zatem ;) (też sorry za górnolotność)
@Magdalena Bigaj
Czy to, że dużo i długo mówimy o social media to źle? Nie uważam. bo jak Dominik zauważył silosem, z którego PR się nie może wydostać mimo wszystko są wycinki. I niestety to jest szara rzeczywistość. Także sporo jeszcze pracy jest do zrobienia.
Prezentacja pt. WTF is social media? nadal jest aktualna. I to chyba bardziej niż kiedykolwiek skoro na szczęście większość już wie, że istnieje coś takiego jak serwisy społecznościowe.
Co do Granic PR to temat jest całkiem ciekawy, choć obawiam się twardego, akademickiego podejścia. Zresztą tak naprawdę taką jaką sobie wywalczysz pozycję w firmie taką będziesz miał:)
Nie wydaje mi się aby problemem była wyłącznie świadomość narzędzi internetowych czy zmian społecznych wywołanych rozkwitem social media (w tym zmiany na rynku konsumpcji i wytwarzania informacji). Brakuje mi dyskusji na temat tego co to jest PR, biorąc pod uwagę obecny stan wiedzy i rozwój tej dziedziny przez ostatnie 20 lat.
2009/11/13 16:46:07Kasiu, jestem pewna, że wszyscy się z Tobą zgadzamy. Nikt chyba nie napisał, że z nasza branżą jest coś nie tak:) masz rację - zmiany w komunikacji to nowe, pasjonujące perspektywy. A tutaj dyskutujemy po prostu o tym, że właśnie o nich chcielibyśmy rozmawiac na Kongresie, do którego mamy senstyment (niektórzy pewnie większy niż do PR Forum) i w stosunku do którego zalezy nam, by nie został w tyle.
2009/11/13 16:40:03Dominiku, a ja uważam, że sporo osób z branży PR angażuje się w popularyzację social media, a nagradzane projekty na konkursach branżowych (nie tylko w Polsce) pokazują, że nie samym relacjami z mediami PR żyje. Na najbliższym PR Forum cały panel poświęcony będzie mediom społecznościowym i zmieniającej się komunikacji. Może program Kongresu wymaga zmian, ale z pewnością z naszą branżą nie jest tak źle ;) Osobiście uważam zawód PRowca za trendy , przed którym rysują się dobre perspektywy! :)))
2009/11/13 16:22:42Dominik,
ciesze się,że podjałeś temat ponownie. W tym roku miałam ochotę założyć już koszulkę "Nie jeżdzę na Kongres PR". Jeśli uwagi te mają pomóc Darkowi zmienić Kongres na lepsze, chętnie się nimi podzielę.
Widze,że powtarzają się wśród PRowców głosy o Web 2.0 i mam chyba dejavu - ile można o tym mówić? internet jest już o wiele dalej, komunikacja się cały czas zmienia - nie koncentrujmy sie tylko na tym. Kongres, który poszedłby tylko w tę stronę, nie przyniósłby za wiele dobrego. Internet i nowe technologie, choć sie o nim na Kongresie nie mówiło, w tym czasie stał sie normalnym narzędziem. Dlatego nie zawężajmy tej dyskusji. PR 2.0, Real-Time-Web - ok, ale to nie jest całe podwórko.
Nie uważam również, aby zagraniczne case'y były szczególnie przydatne. Ok, pokazują inną perspektywe, ale jestesmy na polskim rynku. Mogą służyć za inspirację, ale jako takie, niech będa raczej okrasą Kongresu a nie głównym blokiem. Działań PR nie da się oderwać od otoczenia, w jakim są realizowane, przenieść schematów 1:1. Lepiej porozmawiajmy o tym, co dzieje się w Polsce.
Już dwa lata temu oburzałam sie, że nie po to pokonuję tyle kilometrów i poswięcam trzy dni pracy, by słuchać znowu tych samych osób (które skąd inąd darzę szacunkiem i uznaniem dla ich dorobku zawodowego), z góry wiedząc, co będą mówić. I nie po to tam jestem, by słuchac o tym, jak ubierają się PRowcy, o tym, czy internet jest ważny czy nie (a w rowerze które koło wazniejsze: przednie czy tylne?) czy o wynikach ankiety, która mówi mi na co PRowcy chętnie wydają pieniądze i jakie seksualne preferencje dominują w tej branży (tak, lol). Sorry, ale mój pracodawca nie płaci mi za to, bym poszerzała wiedze w takim obszarze, nie mówiąc o tym, że stan zażenowania nie jest moim ulubionym.
Zatem, aby rozszerzyć pole widzenia, dorzucam kolejny wątek. Podejmijmy na przykład temat roli PRu w organizacji, zadaniom, jakie przed nim DZISIAJ stoją. Media relations to margines, działania wtórne do tego, co PRowiec naprawde może robić w firmie. I nie mówię tu o redagowaniu intranetu, tylko o wyzwaniach powazniejszych, bardziej miarodajnych, chociaż wymagających czasu na wdrożenie. Kiedy organizacja nauczy się PRowca, a PRowiec organizacji, może być on nieocenionym wsparciem dla takich działów jak marketing, wsparcie sprzedaży, relacje inwestorskie, new business developerom, rozwój projektów. W dobie niczym nieskrępowanej komunikacji osoba, która czuwa nad wizerunkiem i potrafi przełożyć ogólną linię komunikacyjną firmy na te poszczególne obszary tak, by z tych róznych źródeł płynął spójny komunikat, jest na wagę złota.
Postulat ten zresztą zgłaszałam Darkowi dokładnie rok temu, kierując do niego maila, bodajże pod tytułem "Granice PR", w którym proponowałam podjęcie tego tematu na minionym Kongresie. Pozostał bez odpowiedzi. Widac, potrzeba było, by ozwał się głos bardziej tubalny, więc dzieki, Dominik.
A Darkowi życze, żeby udało mu się wyjsc na przeciw tak różnym oczekiwaniom. Z przyjemnością wtedy zamienię koszulkę na tą z hasłem "Byłam na Kongresie PR, więc wiem więcej".;)
Dominiku, jak przeważnie, pełna zgoda :)
Też liczę na merytoryczną dyskusję podczas Kongresu PR. Zresztą krytyczne głosy pojawiają się od jakiegoś czasu i nie jest to domeną tylko rzeszowskiego spotkania, ale generalnie większości spotkań z obszaru PR.
Widzę, że Darek zaglądał, więc raz jeszcze składam obietnicę - również chętnie włączę się w proces zmian, aby po Kongresie PR 2010 nasze oczekiwania byly spełnione.
Problem, który po raz kolejny poruszyłeś dotyczy chyba znaku naszych czasów - powierzchowności, braku refleksji, naprędce sporządzanych analiz, pisanych artykułów itp. Dlaczego? bo trzeba... niestety częśc "towarzystw" konferencyjnych jedzie, bo warto się polansować, część, bo są fajne imprezy. Problem w tym, że jednostki, które mogłyby wnieśc coś merytorycznego do dyskusji, nie są zauważane, albo z jakichś względów pomijane.
Wczoraj, przygotowując się do wykładów na kolejny semestr, postanowilam poszperać w literaturze. Zasiadłam, pogooglowałam i co?? w temacie "social media" w Polsce bieda, a Niemcy, USA, pełne szaleństwo... kolejny temat "etyka PR" - polska literatura praktycznie zerowa, zagranica - full.
Oczywiście nie winię wszystkich poza sobą, bo niestety też często padam ofiarą braku czasu i rzeczy ważniejszych... też czasami postanawiam, że teraz z pewnością zabiorę się za temat i po jakimś czasie okazuje się, że były inne projekty.
Dlatego, abyśmy po kolejnym kwietniowym spotkaniu w Rzeszowie, wracali naładowani wiedzą i zadowoleni z dyskusji, a przy okazji odprężeni, podejdźmy poważnie do tematu. To nie jest tak, że kongres zależy jedynie od organizatorów, bo Im niewiele można zarzucić. Kongres to ludzie, którzy przyjeżdżają i oczekują ...? właśnie, chciałam napisać, że oczekują wiedzy, ale tak, w znakomitej większości, nie jest. Widać to po frekwencji na sali. Wniosek stąd, że albo sprawy, o których mówi się na sali obrad są banalne, albo nudne, albo trywialne, albo to już było, z pewnością są mniej ciekawe od towarzyskich spotkań w kuluarach.
Zróbmy więc tak merytoryczny Kongres PR, aby osoby nieobecne żałowały, że wyszły choć na moment :)
Jest szansa, że merytoryczne podejście do Kongresu (zarówno organizatorów, jak i uczestników) przełoży się na postrzeganie PR i nie będę musiała prostować studentów, że PR to nie tylko media relations, polityczny PR to nie zadania typu "polityk jest jak pasta do zębów", a etykę PR należy odesłać do lamusa, bo przeszkadza komercji i inaczej się nie da... A politycy przestaną bleść bzdury typu "piarowskie sztuczki, manipulacja, gra" itp...
Jeden kongres tego nie zmieni, ale rozpocznie proces zmian w podejściu naszym, piarowców, do PR.
Dominiku, dzięki za poruszenie tematu :)
Darku, jeżeli mogę pomóc, pisz :) zresztą jesteśmy umówieni na kontakt w następnym tygodniu, więc pewnie zejdziemy i na ten temat.
Pozdrawiam nadmorsko i prawie już weekendowo :)
Nie wiem jak inni, ale ja zamierzam realnie pomóc Darkowi. I zachęcam innych.
Parę lat temu podobna sytuacja jak na rynku PR była na rynku internetowym. Trzeba było dostrzec nie tylko potencjał lecz również to, że IAB, czyli organizacja teoretycznie (w tamtym czasie) zrzeszająca podmioty rynku interaktywnego była fantomem za którym stały jedynie mrzonki o "Pięknym Internecie".
Osobiście nigdy nie przedstawiłem się jako PRowiec. Nawet na pytania wprost o to, czy jestem PRowcem - odpowiadam, że raczej nie. Już od dłuższego czasu zajmuję się tą dyscyplina zawodowo - najpierw w Grupie PZU, potem w Agorze, a teraz w NK. Realizowałem i realizuję duże i małe projekty PR, które nawet nie dotykają obszaru media relations.
Skąd więc taka, a nie inna moja postawa w tym względzie? Ano stąd, że poprzez akceptację określenia samego siebie jako "PRowca" (PR managera, człowieka PR etc.) równocześnie przypisałbym siebie do obecnego postrzegania PIJARU w Polsce (o czym napisałem w powyższym wpisie) z czym organicznie nie zgadzam się.
Chciałbym kiedyś, aby zrozumienie dla tego czym jest Public Relations wykroczyło z szałasu znachora i wkroczyło w Rzeczywistość. Niestety z samych chęci wiele nie wynika i trzeba coś w tym kierunku zrobić. Co staram się własnie czynić.
Mam Deja Vu. Ale to pewnie dlatego, że w trakcie czytania tego posta wróciłem do posta z Kwietnia:)
Dominiku to jest temat rzeka. Ja myślę, że można rozmawiać o Media Relations, ale powiedzmy o tym coś nowego. Próbowałem naprowadzić trochę branżę na ten temat na naszym blogu: blog.sensors.pl/2009/06/17/media-relations-od-nowa/ i w artykule w Marketingu w Praktyce, który wkrótce się ukaże.
Jak widać komentarzy branżowych dygnitarzy zbyt wielu się nie doczekałem. Ale nie załamuję rąk:) naprawdę:) Bardzo mi się natomiast podoba to, że komentują to młodzi ludzie, z powerem do zrobienia czegoś ważnego.
Można też pogadać o tym, jak skończyć z branżową nowomową, tak charakterystyczną dla PR, a tak odległą dla świata nowych mediów i w ogóle od świata normalnych ludzi. O tym też było: blog.sensors.pl/2009/01/02/marka-tez-czlowiek/
Moim zdaniem generalnym problemem może być chęć samodoskonalenia i poczucia wpływu na własny los:) (sorry za górnolotne treści:)
Dla mnie sprawa jest banalnie prosta - jeśli nie proponujesz klientowi innego rozwiązania niż kalkulowanie wycinków, to zawsze z tego będziesz rozliczany.
Tylko tyle i aż tyle z mojej strony:)
I jeszcze post o wolumenie - bo do tego sprowadzają się mass media. To właśnie wolumen powoduje pogoń za wycinkami: blog.sensors.pl/2009/10/11/wolumen/
Tymczasem PR przyszłości to, (na moje oko) ogarnianie bardzo wielu, dosyć niewielkich społeczności na raz.
Pozdr,
Maciek
W pełni się zgadzam. Z wytęsknieniem czekam na konferencję PR, która porządnie i szczegółowo zajmie się web 2.0: budowaniem strategii komunikacji w społecznościówkach, budowaniem interakcji z użytkownikami itp., bazując na konkretnych case'ach głównie z zagranicznego rynku.
Social media kompletnie zmieniły krajobraz komunikacji firm z rynkiem. No bo jaka jest granica (i czy jest w ogóle) między komunikacją w web 2.0 a marketingiem szeptanym? Stosować API i zaciągać jednakowe treści wszędzie czy budować oddzielną interakcję w każdym kanale? Jak pracownik, który pisze prywatnie na Blipie i Twitterze i pisze o swojej #korpo, buduje wizerunek firmy? Im głębiej w las, tym więcej pytań.
Powtarzanie jak mantry tych nieszczęsnych wycinków to jedno. Drugie to traktowanie PR-u jak wielkiego wora, do którego wszystko się zmieści. W efekcie, na konferencjach PR-owych obok obowiązkowego teraz PR-u w kryzysie jest lobbing, etyka, pr polityczny, regionów etc. Większość - po łebkach, ogólnie lub bazując na jednym case study.
Dzięki za ten inspirujący wpis i pozdrawiam,
Anita
anita.wojtas@pracuj.pl
Bardzo cenny wpis i celne komentarze! W moim przekonaniu, Kongres powinien otworzyć się na best practices zza granicy. Niestety w kraju nad wisłą w obszarze social media dzieje się relatywnie niewiele. Ci którzy mają na tym gruncie sukcesy - a jest takich coraz więcej - nie chwalą się nimi, bo traktują swój know how jako przewagę konkurencyjną.
Jednocześnie obserwuję odporność rodzimych ekspertów - i nie jest to domena wyłacznie PRowców - na wiedzę zza granicy. Trochę jest tak, że tkwimy w swoim grajdole i nie dokońca zauważyliśmy że świat się zmienił. Nie wiem czy winna jest bariera języka, czy skłonność do ciągłego realizowania bieżączki kosztem doskonalenia zawodowego.
Dotyczy to tak pracowników agencji jak i klientów. Wielu klientów reprezentuje pogląd: Społeczności?! tak, tak, wiem, widziałem, znam się na tym. To też zróbmy, no ale wycinek w Wyborczej/Tele Tygodniu/[wstawić dowolne] musi być przede wszystkim!
Nakłada się na to kwestia mierzalności, czytaj: pokazywania efektywności realizowanych przez siebię/agencję działań. No bo przecież najłatwiej pokazać AVE w mediach drukowanych. Pokażcie mi na polskim rynku dobre narzędzie do mierzenia wizerunku firmy w polskim internecie.
Wszystko to o czym piszę, zostało już dawno powiedziane/odkryte/zrobione za oceanem i trochę bliżej. Kongres dalej powinien być okazją do zdobywania wiedzy od najlepszych. Ale czołówka peletonu PR chwilowo nie znajduje się w Polsce. Z chęcią wysłuchałbym co mają do powiedzenia autorzy takich projektów jak: Best job in the world, Why so serious, One Thousand Casmurros.
Tyle ode mnie w tym temacie
Dziękuję Dominik, że rozpocząłeś temat. Tak jak zapewniłem, jestem otwarty na zmiany i chętnie po dyskusji, którą wywołałeś, siądziemy i opracujemy model nowego Kongresu, już IX, tak aby zaciekawiał i sprawił, że nie tylko z nazwy będzie nowy.
2009/11/12 21:41:27Temat jest mega ciekawy :-)
Kiedy zaczęła się ekspansja Social Media, to również moją pierwszą myślą było, kurcze, jeśli ktoś na tym wygra, to branża PR.
Chyba jednak nie idzie to w tę stronę. Dlaczego?
PR to jednak zawsze była głownie komunikacja masowa (tak jak napisałeś, media relations). Fokus szedł na duże media, a ograniczona liczba kontaktów po stronie mediowych koncernów pozwalała mieć fajne efekty bez pochylania się nad finalnym klientem. Chyba właśnie brak doświadczeń w komunikacji bezpośredniej z konsumentem powoduje, że PR nie jest wstanie stać się centrum całej strategii komunikacji, której sercem mogą być social media.
Kolejnym elementem problemu jest konieczność przestawienia się z monologu na dialog. Obawiam się że również w tym aspekcie PR ma równie dużo do nauczenia się jak np. branża reklamowa.
To wszystko razem, plus błędne przekonanie że social media to tylko kolejne "media" które trzeba dodać do media czy PR planu powoduje, taki stan rzeczy jak opisujesz.
Gdzie nadzieja na zmianę jakościową? Moim zdaniem szukałbym jej nie w działach marketingu czy PR, ale w ludziach od sprzedaży :-)