Warszawiacy kochają sztywną Warszawę, katowiczanie kochają śmierdzące Katowice, suwalczanie kochają zimne Suwałki a ja kocham mój najukochańszy Kraków. Nie mam pojęcia co by ze mną było gdybym musiał na przykład wyemigrować nad morze albo do Śląska. Tu jest wszystko czego ja potrzebuję. Wspaniali ludzie (pozdrowienia dla mojej nowej klasy z krakowskiego Nowodworka, pl. Na Groblach 9), wspaniałe zabytki, wspaniała kultura no i wspaniały klimat. Trudno zarzucić cokolwiek Krakowowi. I kluby sportowe ma najlepsze. Codziennie przemierzając drogę z Dębnik poprzez Wisłę, obok smoczej jamy i Wawelu, przez parking wycieczkowych autobusów na plac Na Groblach widzę nową perspektywę mojego miasta. Codziennie jestem z niego coraz bardziej dumny. Jestem nawet szczęśliwy, że nie jest stolicą (sami widzimy co się dzieje z Warszawą). Dzięki temu nie ma tłumów, panowie posłowie nie wypinają brzuchów idąc Plantami (ojej jakie one wspaniałe), nie ma wielkich kongresów międzypanstwowych. Jest za to to, co ludziom jest potrzebne najbardziej: edukacja na pierwszym miejscu (wierzcie mi, Uniwersytet Jagielloński to nie wszystko), wspaniałe możliwości rozwoju fizycznego i duchowego no i rozrywka. Żałuję trochę, że Multikina i Cinema City oraz IMax przejęły wszystkie seanse, takie kameralne kina jak Apollo czy Pasaż niestety splajtowały... To nie wszystko ale reszta będzie BTW. Dzieki za poważanie. :D
wtorek, 28 czerwca 2005, grzesiu_j