A. poszedł do swoich rodziców. Zapraszali mówiąc Was, ale dla mnie to żadna przyjemnośc. Coś mi się zbytnia pewnośc siebie albo może brak pewności, nie umiem ocenić, włączył w ciąży. Najlepiej mi wychodzi mówienie "nie" - chociaż to potem przeżywam tak naprawdę. Cieszę się, że mogę sobie posiedzieć chwilę sama w większym nagle mieszkaniu.
A. mi powiedział, że nigdy nie znał nikogo tak zasadniczego - i że to nie jest wada. Moja matka zawsze mówiła, że jestem zasadnicza i to było wadą. Ale w jej oczach większość moich cech to wady. Jestem zasadnicza i poukładana, ale od zawsze musiałam byc samodzielna. A. nie jest w ogóle zasadniczy, ale to dlatego, a może między innymi dlatego, jego dotychczasowe życie było tak odmienne od mojego, i inny ma bagaż/doświadczenia/dorobek. Albo może nie ma. Jestem zasadnicza i poukładana, ale tylko do momentu dopóki świat się nie zacznie walić. Wiadomo z doświadczenia.
niedziela, 19 sierpnia 2007, karenna