Najpierw melioracje w latach 50. ub. wieku. Później silne zanieczyszczenie, dzięki któremu życie biologiczne Neru umarło na wiele, wiele lat. Kiedy to wszystko od niespełna dekady zaczyna się odradzać i jest już całkiem nieźle, decydenci planują zalać nadnerzańską przyrodę betonem!!!
Zagłębiając się w historię rzeki Ner, można zaryzykować stwierdzenie, że rzeka ta jest jednym z najbardziej poszkodowanych XX w. W latach 50. ub wieku jakiś ówczesny komunista pod pretekstem ochrony przeciw powodziowej zarządził, aby cały Ner wyregulować, bo będzie wylewał, będzie zalewał i w ogóle przyniesie nieszczęście. Oczywiście polak mądry po szkodzie, a z Nerem po regulacji mamy więcej problemów, aniżeli gdyby był nieuregulowany. Potem kolejny komunista postanowił rozwijać Łódź pod kątem włókienniczym. Nie byłoby nic złego w tym, gdyby nie fakt, że zanieczyszczenia pochodzące z tych zakładów trafiały do...Neru. Tak było w XX w. w wieku XXI, wchodzą w grę instytucje betony zarządzające rzekami. W przypadku Neru jest to RZGW w Poznaniu i WZMiUW w Łodzi. Pisząc szczerze, więcej do czynienia miałem z tą drugą instytucją, ale ta pierwsza ma chyba większe grzechy. Takim najważniejszym i najbardziej szkodliwym dla doliny jest pogłębienie rzeki na odcinku wielkopolskim, pod pretekstem lepszej ochrony przeciwpowodziowej. Przyjechali spychami, posłuchali się jakiejś tam Pani Botanik, która wskazała, że dla nadnerzańskich roślin owa inwestycja nie będzie miała wpływu, ale o ptakach już zapomnieli, a przecież to gromada mająca największą reprezentację i mająca największy udział w nadnerzańskim ekosystemie. Rzeczywiście na rośliny prace te nie miały wpływu, ale wodniczka znad Neru ustąpiła. Tak jest Panowie, Panie z RZGW w Poznaniu, jakaś tam Pani Botanik, Regionalna Dyrekcjo Ochrony Środowiska w Poznaniu dzięki wam dolina Neru została pozbawiona wodniczki, albo inaczej wodniczka została pozbawiona domu nad Nerem. Z 14 śpiewających samców nie został się ani jeden. To przykre, w szczególności dla ludzi, którzy poświęcają swój czas na ochronę tego gatunku w Polsce. Co ludzie z OTOP powiedzą Komisji Europejskiej, która właśnie na wodniczkę przeznacza 4 000 000 EURO? Przez "widzi mi się" ludzi z RZGW oraz rzekome interesy wodne z roku na rok bioróżnorodność staje się uboższa.
Szanowni Państwo zarządzający ochroną przeciwpowodziową, zarządzający wodami, urządzeniami wodnymi etc. czemu wam tak ciężko zajrzeć do ustawy o ochronie przyrody i respektować zapisy w niej zawarte? Naprawdę jesteście tak tępi, naprawdę jesteście takimi betonami? Aż nie chce mi się wierzyć, że macie tak mocno założone klapki na oczy. WZMiUW Łodzi z kolei postanowił wyciąć trzciny na odcinku 400 m w okresie lęgowym! Być może nie przyczepiłbym się do tego faktu, jeśli zrobiono by to na przykład we wrześniu. Wtedy i wilki byłby syty i owca cała, a tak trzeba przypomnieć Panu Dyrektorowi o tym, że jego instytucja nazbyt ingeruje w przyrodę, co gorsza łamie obowiązujące prawo. Bo robiąc wycinkę w okresie lęgowym, mało tego że zostały zniszczone miejsca stałego bytowania gatunków objętych ochroną, to zostały zabite osobniki należące do gatunków objętych ochroną. Oczywiście dla ludzi nieświadomych to są tylko ptaki, to są tylko trzciny, a osoby poruszające ten drażliwy temat to: "oszołomy", "fanatycy" i "zieloni idioci".

Jedno z niewielu miejsc, gdzie bocian biały gniazduje z dala od ludzkich zabudowań. Fot. Kacper Kowalczyk
Kolejny temat, który spędza sen z powiek, to budowa bulwaru spacerowego nad Nerem w Poddębicach. Najpierw burmistrz Poddębic postanowił wybudować kompleks sportowo rekreacyjny na Byczynie, która była enklawą spokoju i wytchnienia zaledwie kilometr od Poddębic. Jeździli tam wszyscy mieszkańcy by po oddychać świeżym powietrzem, powędkować sobie w zgodzie z naturą, posłuchać głosów przyrody. Budowa miała się zakończyć w październiku 2011, a potrwa jeszcze jak dobrze pójdzie do końca wiosny. Owszem wędkarze mogą dalej wędkować, ale już na jednym stawie i w otoczeniu buldożerów, koparek, spychów itp. Kolejny pomysł burmistrza to budowa bulwaru spacerowego nad Nerem. Dlaczego się boję tego pomysłu, a raczej jego wykonanie? Pomysł sam w sobie jest dobry, bo osobiście twierdzę, że powinniśmy już dawno zadbać o Aleję nad Nerem, jednak w zgodzie z naturą, bo jest to niezwykle ciekawy teren i w dodatku poprzez spacery nad Nerem, w owym miejscu, można zainteresować ludzi ptakami. Właściwie nad Nerem w alei wystarczy uporządkować alejki (ale nie zalewać betonem) , zadbać o rosnące tam krzewy (ale nie wycinać), wstawić lampy i ustawić ławeczki, żeby było gdzie przysiąść oraz ustawić karmniki dla ptaków wraz z tablicami edukacyjnymi. Tutaj nie potrzeba milionów złotych. Jednak mój strach jest o tyle uzasadniony, że w roku ubiegłym kiedy wystąpiłem o okazanie mi projektu przez władzę owej przebudowy Alei, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi od władz. Można zatem domniemywać, że to zadanie publiczne coś w sobie kryje, albo władze chcą coś ukryć... Ner jest piękny i nie warto go radykalnie zmieniać, wystarczy ewoluować jego tempem. Dolinie nie potrzebne są betony, kostki brukowe - wystarczy należycie zadbać o to co już mamy, bo to jest nasze dobro lokalne.
sobota, 12 listopada 2011, kacper-eko