Uwielbiam lato... Gdy w lipcową lub sierpniową noc mam otwarte okno dźwięk pociągu niesie się pomiędzy pustymi ulicami całego miasta. Czuje się wtedy niesamowicie spokojny, jakby problemy nie istniały. Latem problemy wydają się być jakby mniej bolesne, bo wtedy chłód zimy nie dotyka ciała.
Dziś mam dzień pod znakiem przemyśleń... Co kilka miesięcy przytrafi mi się właśnie taki czas.
Z chłopakiem poznanym na święta wszystko zmierza w dobrym kierunku, odkrywam go powoli...
Dostrzegłem w nim zagubienie, wyjechał z rodzinnego miasta na studia i dopiero wtedy zaczął odżywać, teraz może być sobą. Sobą, który może zakochać się w mężczyźnie. Do tej pory żył i po części nadal żyje w rodzinnej katolickiej matni, gdzie szczęście może istnieć tylko w wersji hetero. Gdzie nie ma miejsca na bycie gejem. Ma być mąż i żona, mężczyzna i kobieta. Jest mi strasznie przykro, bo nie moge mu pomóc. Tą kwestie niestety musi rozwiązać sam. Każdy, kto kiedykolwiek miał coming out wie, że to walka w pojedynkę. Szczególnie jeśli chodzi o katolicką rodzinę - tam jest trudniej. Swój Coming Out miałem kilka lat temu, strasznie się bałem, byłem niepewny i bałem się konsekwencji ujawnienia prawdy. Jednocześnie znalazłem w sobie tyle odwagi by to zrobić i dziś nie żałuję, czuje się wolny, jestem sobą, jestem Gejem!
Ów chłopaka mogę jedynie wspierać i liczyć, że sobie poradzi, to jedyna pomoc jaką mogę mu zaoferować. Widać, że jest bezradny, że pragnie by ktoś się nim zaopiekował. Czy jestem gotów wziąć za kogoś odpowiedzialność?
sobota, 07 stycznia 2012, jeffree