Fukushima znowu dymi.
Mysle, ze nie ma na co czekac, trzeba to cholerstwo zasypac piachem i zalac betonem...dokladnie tak jak zrobiono w Czernobylu.
Nie wydaje mi sie aby schadznie poprzez oblewanie woda z zewnatrz dalo jakies skutki...jak na razie ich nie widac- to znaczy skutkow pozytywnych oblewania H2O.
Japonczycy rozwiazali by problem i nareszcie mogliby spokojnie zaczac myslec o odbudowie.
NIe wiem wprawdzie, czy samo zasypanie i zalanie reaktora wystacza...czy wenatrz reaktora nie dojdzie do jakichs nowych procesow...coz, nie jestem fizykiem.
Ale nie chce aby cos sie temu krajowi gorszego jeszczr stalo...wystarczy bolu i cierpienia na jakis czas...
Niech beda bezpieczni...za to sie modle jak umiem.
Sama...nie jestem wystraszona czy zdenerwowana sytuacja.
Jesli ma sie cos stac, to ja i tak nie moge zrobic nic, aby bylo bezpieczniej...wyjechac nie moge i nie chce.
Pije swoja kawe...serce boli gdy mysle o K ale ...nie wolno mi o tym myslec.
Japonia jest zagrozona i to o niej powinnam myslec.
Japonczycy, ktorych poznalam w Nayoro sa dla mnie tacy mili...jutro ide na przyjecie, na poniedzialek zaproszenie do kina, we wtorek spotykam mnostwo ludzi i ucze sie robic czarki japonskie a we srode...rany...pomimo kryzysu i zagrozenia...chca mnie tu swatac...szalenstwo!
Czyzby czas na czwarta kawe?
a moze relanium?
piątek, 18 marca 2011, kbutryn-net