Plany pomału zapełniają noworoczny kalendarz. Plany na zaraz, na przyszłość i te na ten rok. Podsumowania zakończone. Służbowe szuflady uprzątnięte. W rękach chwilowo zbyt dużo jednak cugli by wszystko utrzymać w porządku. W wolnych przestrzeniach niezmiennie: rodzina, przyjaciele, kuchnia, książki, sport, szukanie natchnienia w ofertach wyfiltrowanych na stare kamienice. W planach kursy, dzieci, przestrzenie, podróże. W głowie spokój. Na trasy pomiędzy parkingami kalosze. W bagażniku zawsze do wyboru mata, kostium, adidasy. Zima czyni mnie naturalnie odporną na szyk i obcasy. Budzi się we mnie abnegatka, niby wiejska kobieta. W prawdziwie ciepłym prawdziwie wełnianym za dużym swetrze, w starym ciepłym szaliku i welligtonach. tylko jakość i przewrotny dodatek zdradza, że jestem tu cała z miasta.
Za 31 dni. 31 lat. A do tego czasu...
poniedziałek, 11 stycznia 2010, shimitsu