Jakoś mi się ostatnio nasuwają podobne tematycznie tytuły notek, ale to tylko pozór. Póki co odstawiam gdzieś w nieokreśloną przyszłość temat apo..., dzisiaj będzie świeża historyjka, która mi się ostatnio przydarzyła i jest małą lekcją, więc pomyślałem że się z wami podzielę, a nóż się komuś to w życiu przyda... żeby nie popełnił podobnej gafy :P
W zeszły czwartek dopełniałem formalności odnośnie praktyk na internie w WSK 4. Szkoda gadać ile musiałem się nabiegać w tą i z powrotem między dziekanatem a administracją tego szpitala, no ale...może się opłaci. Dostałem już wszystkie zgody, podpisy, potrzebne pieczątki i byłem happy. Szedłem przez jakiś oddział kierując się do wyjścia i nagle doznałem olśnienia. Przecież tam jest klynika ortopedii i traumatologii :> Długo się nie zastanawiając uderzyłem w kierunku gabinetów lekarskich co by porozmawiać z ordynatorem, czy mógłbym przyjść się u nich czegoś nauczyć. Chwilę sobie poczekałem, normalka. Na szczęście małego Szczeklika miałem w kieszeni to się nie zanudziłem. Po xxx minutach udało mi się wejść do gabinetu. Wyjaśniłem dochtorowi w jakiej sprawie tu jestem. Był miły i w ogóle, powiedział że chętnie się ze mną podzielą swoim doświadczeniem i są otwarci mnie nauczyć ile się będzie dało, ale że to szpital wojskowy, formalności muszą być załatwione, eh... No nic, napisałem podanie i wróciłem do niego po zgodę. Walnął ładnie pieczątkę i się podpisał. Chciałem już wychodzić, ale mnie zatrzymał. Rozmowa jego (ordynator - O) ze mną (JA) wyglądała tak:
O: a jak tam egzaminy ? co tam macie teraz ?
JA: ekhm...no dobrze, miałem już internę, mikrobiologię, która okazała się chyba najcięższa w tym roku..., patofizjologię i patomorfologia jeszcze została
O: a jak patofizjologia ?
JA: trudna była, 90 minut, 90 pytań...
O: oO, no to trudną wam dali, i jak ci poszło ?
JA: dobrze ;)
O: tzn. ? zaliczyłeś ?
JA : yyy...tak, tak (myślę sobie: kurwa ! co on tak drąży temat ? walnąłem ścięmę, tak się podemocjonowałem...wyniki miały być dopiero na następny dzień...)
O: czyli były już wyniki ?
JA: były dzisiaj (gorąco mi się zrobiło)
O: taaaaak ? a u mnie był dzisiaj taki jeden student i mówił, że jutro macie wyniki ;]
JA: yyyyy... znaczy się... bo miały być jutro, ale już dzisiaj dali :> (ja pierdolę, no to pięknie gość chyba z FBI jest... wymiękłem, no ale...)
O: a, no to dobrze :) w sumie racja, oni czasem dają sobie zakładkę jednodniową na wszelki wypadek. Dobrze że zdałeś
JA: mhm...do widzenia
O: do widzenia ;)
Dzień później poszedłem sprawdzić wyniki, na szczęście zdałem. Bałem się, że jeśli nie zdam to jeszcze szef będzie gotów się tego dowiedzieć, użyje swoich mocy i mi się oberwie za szachrajstwo....
Niech to będzie lekcja dla mnie i dla was na przyszłość. Morał do przemyślenia.
A odnośnie potrzeby skłamania w ekstremalnej sytuacji...przyrównałbym to do tekstu z serialu Pitbull (http://www.filmweb.pl/serial/PitBull-2005-282083)
Gebels do syna: synku... słyszałeś jak tak tata powiedział że ma to w dupie ?
S: tak
G: to nie mów tak nigdy, chyba że...
S: chyba że co ?
G: no chyba że masz coś w dupie ;)
Tyle na dzisiaj, idę udawać że się patomorfy uczę.
niedziela, 19 czerwca 2011, akardo007