Długo nic nie pisałem, miałem zmieniać adres i tematykę, w ogóle miałem zmieniać w swoim życiu dużo rzeczy. Dziwnym trafem, może to zrządzenie losu, nic ze zmian nie wyszło, a ja zaakceptowałem moje położenie i w sumie jestem z niego całkiem zadowolony. Nie znoszę jak inni mają rację, ale tym razem mielipo raz kolejny.
Nadmiar nowych obowiązków, tych mniej lub bardziej merytorycznych, jak na razie nie wpłyną pozytywnie na moją pracowitość, ale na pewno poprawił moją samoocenę. W sumie to lubię być trochę ważnym, ale nie lubię stać w pierwszym szeregu. Nie chodzi mi wcale o odpowiedzialność, po prostu nie przepadam za byciem w centrum uwagi.
Mimo że mówię o tym wszem i wobec, to ten blog też jest dobrym miejscem żeby jasno powiedzieć że, Bękarty Wojny Quentina Tarantino to wg mnie film naprawdę wyjątkowy, ale bynajmniej nie dla każdego. Nie ma tam specjalnej głębi, głębokiego moralizowania czy poruszania ważnych społecznie aspektów życia. Film to czysta rozrywka, ale rozrywka na naprawdę wysokim poziomie. Jeśli tak ma wyglądać sztuka masowa to w tym momencie mogą zamykać kina i teatry. Nie uronię ani jednej łzy.
Nie chcę wyjść na ignoranta, albo na poglądowego rasistę, ale nie do końca rozumiem ludzi, którzy mówią że film był beznadziejny, bo T. robi sobie jaja z wojny. Drodzy, ja tam żadnych jaj nie widziałem, w przenośni i dosłownie. Uważam że trzeba mieć do świata trochę dystansu. Wszystkim którzy tak myślą, polecam Dzieci Ireny Sendelrowej, film patetyczny do bólu, łechtający nasze poczucie dumy i uwielbienia dla głównej bohaterki tak że można go nazwać niekończącym się, patryjotycznym orgazmem.
Różnica między tymi filmami jest jednak taka jak seks w wieku 80 lat z nastolatką, albo ze swoją 80 letnią żoną. Niby i to i to fajne, ale w pierwszym przypadku nie można wyjść z podziwu kunsztu młodej damy, a w drugim człowiek ma wrażenie że kiedyś już to wszystko widział
poniedziałek, 19 października 2009, qbas11