Najpierw nawiązując do poprzedniej notki. Pies jest (czytaj suka) młodziutki, kaukazowaty, przemądry i przekochany. Rośnie jak na drożdżach...
Zastanawia mnie , jak to jest, że jedne rzeczy,sprawy są bezproblemowe, a inne nawracają kołem, jakby je ktoś prosił. Co znalazłam na wakacjach, samo poszło się zgubić, a ja zostałam sama z moimi problemami i zaczęłam się im przyglądać. Problemy są bardzo moje, bo zdrowotne i kiedy zostałam z nimi sama, zobaczyłam jakby od nowa, że nikt nie czuje mojego bólu, ani nie rozumie moich ograniczeń, najwyżej zaniepokoi się tym, że znów biorę środki przeciwbólowe (i tu "znów" też u różnych ludzi dotyczy różnych okresów czasu), albo wykrzyknie "Co ci się stało?" na widok mojej kuli... W tym momencie odetchnęłam, bo nareszcie poczułam, jak bardzo usprawiedliwione jest moje wyobcowanie i zdziwaczenie, przecież zawsze chciałam być inna. Za rok lub dwa, kiedy będę miała sztuczny, ale wreszcie normalnie funkcjonujący staw, wrócę do normy (może), a tymczasem dajcie mi spokojnie poświrować.
Jestem człowieczkiem zbudowanym z klocków
którego ktoś zburzył
Czy można mnie odbudować
Z innych klocków?
poniedziałek, 23 października 2006, hajduk.m