W izbie s³ychaæ tylko miarowy stukot ko³owrotka. Na jednym koñcu sto³u m³oda dziewczyna, prawie dziecko jeszcze, na drugim mê¿czyzna, na którego twarzy znaæ d³ug± drogê ¿ycia. W ¶rodku matka Ma³gorzaty przêdzie osnowê. Kobieta i mê¿czyzna po³±czeni wzrokim, napiêtym jak struna. D³onie spoczywaj± niespokojnie na pociemnia³ymi pociêtym ¶ladami no¿a blacie sto³u, oczy pociemnia³e z po¿±dania, my¶li stêsknione kr±¿± wokó³ piersi, ramion, ud. Usta milcz±, od czasu do czasu drgn± bezg³o¶nie nabrzmia³e wargi, miliony niewypowiedzianych s³ów nasycaj± powietrze. Niæ przêdzie siê miarowo, ko³owrotek stuka, w zapadaj±cym zmroku zastyg³e postaci nie ¶miej± jednym niezdarnym s³owem zm±ciæ ciszy. Izbê o¶wietla teraz tylko przyt³umiony blask krwawo zachodz±cego s³oñca. Cichnie gwar z ulicy. Ma³gorzata z t³umionym jêkiem wci±ga powietrze. Karc±cy wzrok matki. Henryk wysuwa pod sto³em nogê w jej kierunku. Za du¿a jednak dzieli ich odleg³o¶æ, by ich stopy mog³y siê z³±czyæ, by ich d³onie sple¶æ siê mog³y w mi³osnym u¶cisku. Ko³owrotek turkocze coraz szybciej, wrzeciono wiruje nieprzerwanie. Matka z niepokojem podnosi g³owê. W tym momencie wrzeciono spada i toczy siê po pochy³ym klepisku wprost ku uchylonym drzwiom i dalej na ulicê, w rynsztok i jakby wiedzione jak±¶ czarodziejsk± si³± pêdzi jak szalone w dó³ ulicy wprost ku zej¶ciu nad rzekê. Zdziwiona kobieta wypada z domu i rzuca siê w pogoñ za nim. Tu¿ za progiem dosiêga j± jeszcze tylko stukot przewracanej ³awy i za chwilê trzask zamykanych drzwi. Dwoje spragnionych siebie ludzi zwiera siê w nierozerwalny splot i ¶wiat dooko³a nich przestaje istnieæ.
wtorek, 07 listopada 2006, jejsiostra