Tramwaj przeciska się krętą wąską uliczką, ocierając się o bloki. Pod oknami jednego z nich ma zresztą przystanek... Tak wygląda nowa linia w Grazu, otwarta tydzień temu. Nasza Gajowa nie chciała tramwaju, tamtejsza Breitenweg nie mogła się go doczekać. Bo szynowce są szybsze od autobusów i w przeciwieństwie do nich bezszelestne
Kto uważa, że tramwaj to przeżytek, a szczególnie ten
z torami wbudowanymi w jezdnię, powinien pojechać do Grazu. Otwarciem
nowego odcinka linii nr 6 zakończono ambitny program rozbudowy sieci
promowany pod hasłem "4+ 5+ 6+". Najpierw, rok temu, wydłużono o jeden
przystanek linię nr 5, budując na nowej pętli węzeł przesiadkowy
tramwajowo-autobusowo-kolejowy. W marcu linia nr 4 pojechała ze
stadionu noszącego jeszcze niedawno imię Arnolda Schwarzeneggera do
znajdującego się 1,5 km dalej nowego centrum handlowego. A 9 listopada
"szóstka" zawitała do dzielnicy St. Peter, zabudowanej w latach 80. XX
wieku blokami.
Ta ostatnia trasa, licząca 2 km, jest najciekawsza, bowiem przebiega
tak, jak miała pierwotnie prowadzić linia na częstochowskie Błeszno -
wąskimi uliczkami. Ale nasza Gajowa, w przeciwieństwie do Breitenweg w
Grazu, nie chciała tramwaju.
Dlaczego tramwaj?
Bo jest ekologiczny. Wjeżdża na Stare Miasto, którego ulice są dla
autobusów za wąskie. Kursuje po śródmiejskich deptakach, a w takim
wypadku autobus byłby nie do przyjęcia. Wagony są ciche - nawet te z
lat 60. XX wieku, których w Grazu wciąż jest dużo. Przejazd wagonów nie
powoduje żadnych wstrząsów czy wibracji, co sprawdziłem, mieszkając w
hotelu przy ulicy szerokości częstochowskiej Ogrodowej, na której
tramwaj pojawiał się (sprawdziłem w rozkładzie) aż 64 razy na godzinę.
Dzielnica St. Peter, gdzie od tygodnia dociera linia nr 6, ma wiele
wspólnego z naszym Rakowem-Zachodem. Tam też jest trochę starych
domków, obok których postawiono wieżowce i niższe bloki. Planując w
latach 80. XX wieku osiedle, także nie przewidziano tramwaju, więc nie
pozostawiono tzw. rezerwy terenowej. Dlatego teraz zdecydowano o
wbudowaniu torów w jezdnię - tym samym samochody jeżdżą po szynach.
Częściowym wyjątkiem jest tylko początkowy 200-metrowy odcinek od
starej pętli: trasa biegnie ulicą na tyle szeroką, że malowanymi na
asfalcie liniami udało się oddzielić torowisko od znajdujących się po
bokach pojedynczych pasów dla samochodów. Za to po torowisku pędzą
autobusy, wyprzedzając dzięki temu sznur samochodów czekających np. na
zielone światło.
Po około 200 metrach tramwaj skręca w boczną ulicę, chyba nawet węższą
od częstochowskiej Gajowej, którą nasze władze chciały początkowo
puścić tramwaj na Błeszno: na Eisteichgasse chodnik jest tylko po
jednej stronie, gdyż po drugiej krawężnik jest jednocześnie płotem
posesji.
Ciekawie rozwiązano pobliskie skrzyżowanie: w tym miejscu jezdnia się
rozszerza na tyle, by samochody mogły zjechać z torów. Nie blokują więc
jazdy tramwajom, które inteligentna sygnalizacja wyczuwa z daleka,
dając im zielone światło.
Innym sposobem na zapewnienie płynności jazdy pojazdom szynowym jest
zamknięcie 100 środkowych metrów osiedlowej uliczki. Całą może
przejechać tylko tramwaj, zaś samochodem można się dostać praktycznie w
każdy jej punkt, ale wjeżdżając z rożnych stron. Tranzyt został
wyeliminowany.
Między blokami
Na drugim, licząc od starej pętli, przystanku urządzono przy okazji
budowy linii tramwajowej nowy rynek w dzielnicy - z fontanną i
targowiskiem warzywnym. To tu odbył się festyn z okazji otwarcia nowej
linii (zobacz film:
www.kleinezeitung.at/allgemein/video/regional/627517/index.do).
Dalszy odcinek trasy jest dla częstochowianina znów szokujący: dwa tory
zajmują całą szerokość wąskiej osiedlowej uliczki, która wije się
między blokami, z których niektóre stoją tuż przy chodniku! Jeden z
przystanków znajduje się przy wejściu do takiego budynku.
- Protestować? Ale dlaczego? Że tramwaj mam pod samym domem? Przecież
to wygoda? W 15 minut dojadę do Hauptplatz (rynku), własnym samochodem
będzie dużo dłużej - mówi Georg Waltl.
Jan Michalik, Polak mieszkający długi czas w Austrii, a przez
kilkanaście lat w Grazu, mówi: - Tu ludzie są spokojni, nie w głowie im
protesty.
Dalej tramwaj jedzie ulicą zabudowaną domkami jednorodzinnymi i
szeregówkami. Taką grazańską Białostocką. Na wprost wyjazdu z każdej
posesji stoi lustro, by kierowca wyjeżdżający z podwórka mógł lepiej
zobaczyć zbliżający się tramwaj. Pętla znajduje się wśród niewielkich
białych domków. Wewnątrz okręgu tworzonego przez tory - pętla autobusu
zabierającego pasażerów tramwaju na dalsze peryferia. I obowiązkowy
zadaszony parking rowerowy: tu mieszkańcy zostawiają swe pojazdy, by
przesiąść się na tramwaj do centrum. Takie łączone rowerowo-tramwajowe
podróże są w Grazu bardzo popularne.
Jedna, dobra linia
Częstochowy nie stać na taki rozmach, jak Graz, który - idąc za ciosem
- ma zamiar budować kolejne odcinki torów. Ale ma szansę, jeśli zrobi
dobry projekt i otrzyma dofinansowanie z Unii Europejskiej, na chociaż
jedną nową linię. Ma ona służyć mieszkańcom, ich wygodzie. Z tym, że u
nas wciąż jest ona pojmowana inaczej niż w Europie: tam ludzie chcą
komunikacji publicznej jak najbliżej domów, bo kto, mając w garażu
auto, zechce iść pół kilometra do tramwaju? Uciążliwość tramwajów?
Praktycznie brak. Kto zdjęciom nie wierzy, niech jedzie do Grazu.
sobota, 17 listopada 2007, haladyj