Odpowiednikiem naszej strefy zamieszkania - oznaczonej prostokątnym, niebieskim znakiem z symbolem domu, dziecka i huśtawki - są w Grazu zony 30 km/h. Obejmują aż 80 proc. wszystkich ulic!
Wyobraźmy sobie, że 24-tonowe ciężarówki przemykają z taka żółwią prędkością przez Częstochowę... - oburzył się Czytelnik, gdy przed tygodniem zapowiedziałem artykuł o strefach 30 km/h w Grazu, jako wzorze dla nas.
To prawda, austriackie miasto nie ma większych problemów z tranzytem, ponieważ w pobliżu przecinają się dwie autostrady: północ-południe i wschód-zachód. Ale też ćwierćmilionowy Graz nie posiada tzw. miejskich obwodnic, umożliwiających szybkie przemieszczanie się między poszczególnymi dzielnicami. Dwupasmówki, takie jak nasza al. Wyzwolenia czy Jagiellońska, są tam zupełnie nieznane a jedyny ciąg o podwyższonym standardzie, przypomina naszą oś pracy, czyli al. Armii Krajowej, Wolności itd. I też spotyka się tam tiry, bowiem autostrady nie obsługują wszystkich kierunków wybiegających z miasta. Ten brak szerokich ulic wynika jednak nie z braku pieniędzy na drogi, ale gęstej zabudowy Grazu, będącej skutkiem jego położenia: miasto wciśnięte jest między dwa pasma wzgórz.
To wszystko nie ma jednak związku z ideą stref 30 km/h, które nie obejmują głównych ulic. Choć po odliczeniu tych ostatnich okazuje się, że w żółwim tempie trzeba jeździć aż po 80 proc. sieci drogowej Grazu!
Według raportu przygotowanego przez Inicjatywę Civitas przy Komisji Europejskiej, Graz był pierwszym miastem na kontynencie, które wprowadziło ograniczenie prędkości na całym (z wyjątkiem dróg przelotowych) obszarze zabudowanym. Inne miasta dopiero potem poszły w te same ślady. Powodem jest bezpieczeństwo: chęć zmniejszenia liczby wypadków, zwłaszcza tragicznych w skutkach. Pieszy, potrącony przez samochód jadący 50-60 km/h ma nie duże szanse na przeżycie. Przy 30 km/h incydent kończy się co najwyżej na krótszym lub dłuższym pobycie w szpitalu. Wolniej jeżdżące samochody to także zachęta dla... rowerzystów. Mają mniej obaw przed jazdą w zwykłym ruchu miejskim, bo przecież żadne miasto na świcie nie zbuduje rowerowej drogi na każdej, bez wyjątku, ulicy.
Poczynania częstochowskich drogowców związane z ograniczeniem prędkości - choć zaczęły się później niż w Grazu - są w sumie podobne. Przybywa tzw. stref zamieszkania, a leżący policjanci skutecznie uniemożliwiają pirackie zapędy na wielu ulicach. Różnimy się natomiast skalą oraz niektórymi środkami wymuszającymi zdjęcie pedału z gazu.
W Częstochowie najpopularniejszą metodą jest po prostu wyboisty asfalt, a często całkowity brak nawierzchni. Dlatego po wielu uliczkach Grabówki czy Stradomia nie sposób jeździć szybko. Nowo budowane ulice zarząd dróg zaczyna uzbrajać w przewężenia (jak Marynarki Wojennej), czy środkowe wysepki, które ominąć można tylko wtedy, gdy jedzie się wolno (nowa Wielkoborska od Łęczyckiej do Dobrzyńskiej).
Ale Graz poszedł jeszcze dalej: zwęża budowane kiedyś ulice albo skrzyżowania, by mniej swobody mieli kierowcy a piesi i rowerzyści - większe poczucie bezpieczeństwa. Bo jeśli jezdnia ma szerokość 7 metrów a nie 15, to łatwiej przez nią przejść. Nierzadko można to zrobić minimalnym kosztem: popularne jest zwężanie skrzyżowań poprzez pomalowanie linii i instalację znaków na kawałku jezdni, zamienionym - dzięki owym liniom - w pobocze.
Różni nas też skala ograniczeń: przyjmując model Grazu strefą 30 km/h powinny być też takie ulice jak Nadrzeczna, Okrzei, Brzeźnicka, Wilsona, Kopernika...
Po kilku latach obowiązywania ograniczeń zauważono w Grazu, że austriaccy kierowcy może są bardziej zdyscyplinowani od polskich, ale do świętoszków wcale nie należą i tendencja do zapominania o ograniczeniach i stopniowego zwiększania prędkości była bardzo wyraźna. Zainstalowano więc 130 puszek na fotoradary - samych urządzeń jest dużo mniej. Co miesiąc przenoszone sa z jednego miejsca w drugie. Najwięcej fotoradarów znajduje się w miejscach wrażliwych, np. koło szkół.
Podobne urządzenia pomiarowe - ale powiązane z wyświetlaczem - zamontowano na głównych ulicach. W wielu polskich miastach to też popularny sposób na wymuszenie ograniczenia prędkości - w Grazu dokładnie policzono efekty, które przynoszą: przeciętna prędkość na ulicach z dozwoloną prędkością 30 km/h zmniejszyła się o 12 proc, a z ograniczeniem 50 km/h (standard w terenie zabudowanym) - o 9 procent. W Grazu uważa się to za jedna z najlepszych metod ograniczania prędkości.
W Styrii, regionie w którym leży Graz, trwają teraz przygotowania do kolejnej kampanii: zmniejszenia dopuszczalnej prędkości poza obszarem zabudowanym ze 100 do 70 km/h. To rozwiązanie - w przeciwieństwie do stref 30 km/h na bocznych ulicach - jest jednak w Polsce nie do przyjęcia. Austria ma bowiem dobrze rozbudowaną sieć autostrad i dróg ekspresowych.
środa, 21 listopada 2007, haladyj