To krótka historia intrygi z uwzględnieniem trzech szefów piłkarskiej konfederacji, szefa światowej federacji i kilkudziesięciu karaibskich delegatów w tle.
Główne osoby dramatu:
Charles "Chuck" Blazer (USA) , sekretarz generalny CONCACAF (zwolniony na jeden dzień), cz łonek Komitetu Wykonawczego FIFA
Lisle Austin (Barbados), wiceprezydent CONCACAF (zawieszony), p.o. prezydenta CONCACAF (kilka dni), szef federacji Barbadosu (zawieszony)
Alfredo Hawitt (Honduras), wiceprezydent CONCACAF, p.o. prezydenta CONCACAF (od kilku dni), szef federacji Hondurasu
Drugoplanowe osoby dramatu:
Sepp Blatter (Szwajcaria), prezydent FIFA
Jack Warner (Trynidad i Tobago), prezydent CONCACAF (zawieszony), wiceprezydent FIFA (zawieszony), cz łonek Komitetu Wykonawczego FIFA (zawieszony), minister pracy i transportu, wicepremier, a także deputowany do parlamentu Trynidadu i Tobago
Mohamed Bin Hammam (Katar), prezydent AFC (zawieszony), cz łonek Komitetu Wykonawczego FIFA (zawieszony)
Miejsce dramatu:
CONCACAF - Konfederacja Związków Piłkarskich Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów
Uprzedzam, to dość skomplikowane.
A było tak:
Początek mniej więcej znają wszyscy. Kilka dni przed Kongresem FIFA w Zurychu (1 czerwca), na którym Sepp Blatter walczył o czwartą kadencję jako prezydent FIFA, wspomniany Blazer ogłosił wszem i wobec jak Warner (szef Blazera i jeszcze wtedy wieloletni przyjaciel) i Katarczyk Mohamed Bin Hammam (szef konfederacji azjatyckiej AFC i konkurent Blattera) korumpowali delegatów z Karaibów oferując każdemu po 40 tys. dol. Obu zawieszono i sprawę bada Komisja ds. Etycznych FIFA. Liczy się efekt. Katarczyk jako kontrkandydat został utrącony. Blatter wybory wygrał. Był jedynym kandydatem.
Warner był wieloletnim stronnikiem Blattera. Blazer był wieloletnim stronnikem Warnera. Gdy Warner postanowił zmienić stronę, Blazer postanowił jej nie zmieniać, wychodząc z założenia, że nie liczą się przyjaźnie, lecz interesy.
Warner został zawieszony we wszelkich działaniach związanych z futbolem, tymczasowym szefem CONCACAF został więc najstarszy z wiceprezydentów Lisle Austin. 75-latek z Barbadosu szybko zainteresował się tym, dlaczego Blazer, za pieniądze CONCACAF, wynajął amerykańską firmę prawniczą, która szukała kwitów na karaibskich delegatów na Kongres. Nakazał Amerykaninowi się wytłumaczyć i przyznał, że ten poważnie obraził karaibski świat futbolu sugerując, że delegaci są skorumpowani. Blazer nie tylko nakaz zignorował, ale zapowiedział, że przedstawi jeszcze więcej dowodów na korupcję. Sam (!) wyznaczył delegatów na Kongres FIFA. Rozzłoszczony Austin w przeddzień kongresu zwolnił więc Blazera.
Jakież było jego zdziwienie, gdy następnego dnia przeczytał na stronie internetowej CONCACAF oświadczenie Komitetu Wykonawczego tej organizacji, że nie miał prawa (i zgodnie ze statutem organizacji, chyba nie miał - przyp. kd) zwolnić Amerykanina. W sobotę sam został zawieszony przez Komitet, który jego obowiązki, tzn. właściwie obowiązki zawieszonego Warnera, powierzył następnemu w kolejności wiceprezesowi Alfredo Hawittowi. Ten, na razie, nikogo nie chce zwolnić, zawiesić, ani oskarżyć. I chyba mądrze robi.
Jakbt tego było mało, samej CONCACAF grozi poważny kryzys. Zrzesza 40 federacji, z czego 35 to członkowie FIFA. Z tych 40, 30 to federacje karaibskie skupione we własnej podorganizacji CFU (to na posiedzeniu CFU Warner i Bin Hammam mieli kupować głosy). Większość członków CFU zapowiedziałą, że nie weźmie udziału w śledztwie korupcyjnym prowadzonym przez Komisję ds. Etyki FIFA.
Wszystko to zdarzyło się w nieco ponad tydzień.
Logiczny wniosek jaki można z tej historii wysnuć, to nie zadzierajcie ze Świętym Mikołajem z papugą. Na zdjęciu Chuck Blazer z 17-letnim Maxem - arą ponoć doskonale znaną w futbolowych kręgach zachodniej hemisfery. To on, a nie Jack Warner jest jego najlepszym przyjacielem.
P.S. Poniżej nie mniej znany Chuck z Karaibów. Le Chuck.
czwartek, 09 czerwca 2011, kubadybalski