Starszy posterunkowy Frymarczyk skończył opowieść efektowną klamrą i postanowił przyznać sobie nagrodę - wyciągnął z lodówki kolejnego Żubra", odbił kapsel przy pomocy zapalniczki, którą zabrał Mariuszowi, pociągnął solidny łyk i beknął dość głośno. Zlitował się nad patrzącym na niego bezradnie Mariuszem i podał mu drugie piwo. Pili w milczeniu, aż opróżnili butelki.
- Czekam - powiedział w końcu Tomasz Frymarczyk.
- Na co? - zapytał natychmiast Mariusz.
- Zrozumiałeś? Wiesz już, dlaczego przypomniałem ci te dwie historie? Dlaczego teraz jeszcze raz powinieneś odtworzyć historię związku z Martyną, bo ona ma podobne znaczenie?
Mariusz podniósł do ust butelkę, choć wiedział, że nie ma w niej ani kropli piwa. Przez groteskowo długą chwilę wysysał z niej powietrze. W końcu postawił pustego Żubra" u swoich stóp i milcząco się w niego wpatrywał. Policjant uważnie go obserwował.
- Męczysz mnie - zakomunikował w końcu.
Mariusz nie potrafił odpowiedzieć.
- No dobrze - westchnął Frymarczyk. - Już tłumaczę, najprościej, jak tylko można. Jeśli masz do wyboru siebie, albo cokolwiek, wybierasz siebie. Nie, nie tak. Nawet się nie zastanawiasz, nie dokonujesz wyboru - zawsze jesteś tylko ty, a priori. Poza tobą i twoimi pragnieniami nie istnieje nic.
Mariusz kopnął butelkę, która zatrzymała się przy stopie policjanta.
- Zaraz - powiedział, a potem jego głos zaczął się wznosić aż do krzyku. - Zaraz, moment, chwila. O co chodzi? Przecież nikogo nie zabiłem. Nikomu nie wbiłem noża w plecy, nie zgwałciłem, nie doprowadziłem do bankructwa. Nie popełniłem żadnej zbrodni, nikogo nigdy naprawdę boleśnie nie skrzywdziłem. Dlaczego ma mnie spotkać jakaś kara? Bo chyba o to chodzi?
Frymarczyk podniósł pustego Żubra", wstał i wrzucił do kosza na śmieci. Otworzył lodówkę i wyciągnął kolejne dwie butelki. Otworzył je przy pomocy zapalniczki Mariusza, posłużył się nią też odpalając papierosa i podając ogień swojemu rozmówcy.
- Nie o to chodzi - odpowiedział wreszcie Mariuszowi, ale najpierw usadowił się wygodnie. - Kara już została na ciebie nałożona. Właściwie popełniłem błąd. Powinien ci dziś po prostu wszystko wyjaśnić. Mogę spróbować jeszcze raz?
Mariusz skinął głową. Policjant uśmiechnął się krzywo.
- Jakoś nie miałem wątpliwości, że się zgodzisz - upił łyk piwa i mówił dalej. - Zatem jeszcze raz: istniejesz tylko ty i twoje pragnienia. Dlatego nie pomogłeś Pawłowi, nie podałeś ręki Martynie, uciekłeś ojcu.
- To nie było sympatyczne - przyznał Mariusz. - To popełnione w pełni świadomie świństwa, ale przecież nie przestępstwa! Nie przesadzajmy.
- Nie przesadzamy. Przecież wyjaśniałem, że to tylko przykłady. Dobrane tak, żeby wyjaskrawić przesłanie i morał - to prawda. Ale przez całe życie przed śmiercią trzymałeś się jednej reguły - liczą się tylko twoje pragnienia, nic więcej. Postępowałeś tak w sprawach drobnych i kwestiach ważnych. Nawet na mgnienie nie otworzyłeś się, nie pozwoliłeś, by do mrocznego pokoju, który zamieszkujesz od chwili narodzin, wdarła się choć odrobina światła czyjejś obecności - ciągnął kwieciście i nieco grafomańsko policjant. - Wszystko, co robiłeś, robiłeś dla siebie, pierwszą przyczyną byłeś zawsze ty, ty i jeszcze raz ty.
- Ale wszyscy tak postępują - bronił się Mariusz. - Nie znam nikogo, kto żyłby inaczej.
- To żadne usprawiedliwienie - pozbawił go złudzeń Frymarczyk. - Nie ponosisz konsekwencji za to, co robią inni, odpowiadasz tylko za swoje czyny.
Mariusz patrzył przez okno na wieżę Jasnej Góry.
- Skąd mogłem to wszystko wiedzieć? - zapytał smutnym głosem.
Policjant podążył za jego spojrzeniem.
- Pierwszy raz masz trochę racji - przyznał i skinął w kierunku widocznego za oknem strzelistego sanktuarium. - Kiedyś było łatwiej. Wystarczyło słuchać wskazówek, które krążyły między ludźmi równie naturalnie, jak powietrze. Teraz jest trudniej, bo reguły nie są dane w oczywisty sposób. Ludzie nie przywiązują już do tego wagi.
Mariusz olśniło.
- To dlatego nie mogę się dostać na Jasną Górę! Bo nie przestrzegam reguł, nie postępuję zgodnie ze wskazówkami?
Frymarczyk zaczął klaskać z ironicznym zapałem.
- Brawo, brawo, jaka erupcja geniuszu. Trzeba to uczcić - po czym wstał i przyniósł z lodówki kolejne Żubry".
- Czyli, o ile dobrze zrozumiałem - kontynuował Mariusz zachęcony sukcesem, ignorując ironię policjanta. - Zasady są proste: kierując się tylko i wyłącznie swoimi pragnieniami dostaję w zamian ich spełnienie i to jest pośmiertna kara, tak?
Policjant uśmiechając się skinął głową.
- Ale to aż tak proste? Jak gra komputerowa? Jeśli postępuję według określonych reguł, mogę wskoczyć na wyższy poziom. Jeżeli ich nie przestrzegam - muszę się cofnąć. I to wszystko?
wtorek, 26 sierpnia 2008, glodneduchy