A nawet bardzo szybko. Już 31 październik. Za miesiąc będzie grudzień. Gdańsk już w całości pokryty jesienią. Ja błąkam się w jednym trójkacie. Nigdzie indziej sie nie zapedzam, bo brakuje czasu, sił i osoby z którą by się chciało.
Jestem teraz w szkole. Ze mną ludzie się żegnają, obok ktos sprawdza pociągi, jest tu coraz mniej ludzi, zaczyna sie robic pusto w miejscu gdzie zawsze multum ludzi. Wyjeżdżają na świeta. Ja zostaje. Szczerze? Nie mam nawet na to ochoty,a na upartego moglbym w piatek jechac do domu. Zostaje tu. Chyba juz wdrożyłem sie tutaj w to wszystko. W to, że czasami spóźniam sie rano na autobus, musze spisywac liczniki pradu i wodomierze, myslec o tym zebym mial co jesc rano, nawet do tych 10 godzinowych podrozy juz pomalu zaczynam sie przyzwyczajac.
Brakuje tylko w tym wszystkim parwdziwego mnie. Musze wrócić taki jaki byłem. Musi mnie ktos pociągnać za ręke, rękaw... za cokolwiek, bym nie spadł niżej. Czy szukam? Nie... To by nie bylo naturalne. Chyba czekam na CHWILE...
...Fisz- "kuchnia".
środa, 31 października 2007, pandiogenes