sprzątamy. z uprem maniaka. wypełniamy każdy punkt palnu tygodniowego, który napięty jest do nieprzytomności. po powrocie ze Stambułu ani chwili odpoczynku. no może jedna chwila. nie znaleźliśmy jeszcze czasu na przejżenie zdjęć, ba! nawet nie widziałam wszystkich. jest czwartek. robi się gorąco. sobota - 9 rano Lotnisko (po 4,5 godzinach drogi i pobudce o 3:00 w nocy), zamiast snu - rozpakowywanie, zakupy, wizyta u rodziców (pomnożona razy 2). niedziela - odsypianie, pieczenie chleba (bo okazało się, że to 3 maja i sklepy zamkniete - surprise, surprise) i robienie twarożku (no co wiosna jest, nowalijki...), pranie, króciutki piknik w Parku Miejskim ;-) i na koniec Troja z wypozyczalni, tak w temacie Turcji... poniedziałek - korki, zaciekłe polowanie na szarą taśmę pakową, kolejki, załatwianie spraw na poczcie, rzutem na taśmę, jako ostatni z ostanich, wieczorem padamy już na pysk... wtorek - K. w Bruksie (znowu pobudka o 5 rano), mytyng z K.Rolem w klubie nałogowych zjadaczy surowych ryb, wracam nieżywa. środa - K. wraca z Bruksu, kończę pranie, ogarniam się trochę, przekładam rzeczy z miejsca na miejsce... chyba z nerwów. czwartek - fryzjer, który wielkodusznie zaoferował, że zostanie godzinę dłużej w pracy, cobym zdążyła w korkach dowieść swą głowę na ścięcie (ma się te chody), zakupy, sprzątanie, sprzątanie, wielkie sprzatanie... na błysk! piątek - 16:30 - godzina zero!!! a później jeszcze troszkę stresu i masa szczęścia :-) a sobota - lejdis najt... i weź tu człowieku znajdź czas dla siebie... na zdjęcia, na pisanie??? no gdzie? ja sie pytam... ale jak się zbiorę wreszcie w sobie, jak przejrzę zdjęcia, jak przygotuje notkę... to bedzie podsumowanie pobytu w S. taki mam plan. jedyna pociecha to mój stosunek do pracy po powrocie. olewam. robię swoje i chrzanię. nie zastanawiam się, nie zagłębiam, nie przejmuję. i tak ma mi zostać. forever. big calm i dystans. pięknie jest :-) **********
no i dupa wyszła ze sprzątania...
ale przynajmniej wyglądam zajebiście ;-p
czwartek, 07 maja 2009, aka_gatita