Ostatnie gotowania, wyglądają jak żywcem wyjęte, z "Kuchni pełnej niespodzianek" duetu Mann i Materna. Niby wiem czego mogę się spodziewać, ale na końcu zawsze jest drapanie po głowie, i pytanie "czy ja to lubię?". W całej tej masie przepisów, które przerabiamy, są hity i kity. Wczoraj na przykład była wieprzowina z winem ryżowym i sama nie wiem, czy ja to lubię? Dlatego kity, z oczywistych względów, pomijam. Skupię się na hitach.
Jednym z nich, jest przepis na wołowinę z zieloną fasolą. Zresztą umówmy się, wszystko co zawiera w sobie polędwicę wołową, musi być świetne. I już i koniec i kropka. W oryginale, serwowana jest ze swoistego rodzaju ostrym ryżem, ale ilość chilli, przyswojona przez nas, w ostatnich 2 tygodniach, dawno przekroczyła jakiekolwiek normy. To prawdziwy cud, że oprócz zatartych oczu, nie ma innych strat w organiźmie.
Potrzebujemy
350 gram polędwicy wołowej, pociętej w cieniutkie paseczki
2 łyżki oleju arachidowego do smażenia
1 słodką cebulę, pokrojoną na ćwiartki
1 czerwoną paprykę, pokrojoną w paski
4 zielone fasole mamut, pokrojone na 4 cm paski i zblanszowane przez parę minut w gorącej wodzie
2.5 cm imbiru, obranego ze skórki i posiekanego
kolby mini kukurydzy
6 łyżek sosu ostrygowego
2 łyżki jasnego sosu sojowego
1 łyżeczka cukru trzcinowego
świeża kolendra
Na gorącym woku, smażymy przez pół minuty cebulę, paprykę, kukurydzę, fasolę i imbir, potem dodajemy wołowinę i smażymy kolejne 3-4 minuty, aż mięso się zrumieni. Dodajemy sos ostrygowy, sojowy, cukier i smażymy kolejne 3 minuty. Do tego ryż (jaśminowy oczywiście) i świeża kolendra.
Tak, to jest hit.
Zdjęcia: Piotr Skrzypczyk
poniedziałek, 16 stycznia 2012, gastromat