Nadszedł ten dzień! Dzisiaj trzeba namoczyć grzyby, których wywar, przemieni zakwas w barszcz. Na litr zakwasu, wystarczą dwie, spore, garście suszonych grzybów, ale można namoczyć więcej. Trzeba je opłukać i namoczyć na noc w wodzie, tak, żeby przykrywała grzyby. I teraz są dwie szkoły. Ja je gotuję, w tej samej wodzie w której się moczyły, dolewam tylko szklankę świeżej. Trochę to trwa, ale nie wymaga doglądania. Miękkie grzyby, można, a nawet trzeba zużyć do uszek, pierogów z kapustą, albo postnego bigosu. Ponieważ ja sama suszę grzyby, w pyle i igliwiu, przecedzam dla spokoju wywar przez gazę. Zakwas łączymy powoli z wywarem z grzybów. Ponieważ każdemu wyjdzie trochę inaczej, trzeba dolewać powoli i próbować, czy już jest pyszny i pachnący. U nas tego barszczu się nie zakwasza. Żadne tam octy ze śliwek i inne cuda. To jest barszcz zen. Tam jest sól i zapach wigilii. Po prostu nie wolno go zagotować, przez chwilę podgrzewamy na małym ogniu. Barszcz będzie pachniał ziemią i świętami. Całuję i Wesołych Świąt.

czwartek, 22 grudnia 2011, gastromat