Czas na kolejną recenzję. Oczywiście i przy tej nie obeszło się bez niewielkiej korekty Davyda, jednak mam dla was niespodziankę. Kolejne recenzje nie będą już przez nikogo sprawdzane. Wrzucę to co sam napiszę, a jakość oceniać będziecie wy. Wiem nawet jaki tytuł będzie kolejny, ale tego wam nie zdradzę. Ok już dłużej nie przynudzam, zapraszam do lektury.
The Saboteur
Przy tej grze spędziłem wiele godzin których nie żałuję. Na początku moje pesymistyczne podejście odradzało mi ten tytuł, jednak w momencie gdy przeczytałem o wspinaczce po dachach i dywersyjnych misjach, całkiem zmieniłem stosunek do tej produkcji. Nie mogłem się wręcz jej doczekać. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem czego się spodziewać. Była to dla mnie swojego rodzaju niespodzianka. Śmiało mogę powiedzieć że zostałem pozytywnie zaskoczony.
Pewien Irlandzki kierowca rajdowy, Sean Devlin zostaje wciągnięty do Francuskiego ruchu oporu żeby stawić czoła III Rzeszy okupującej Paryż. Właśnie w tym pięknym mieście będziemy mieli do wykonania szereg misji których celem będzie osłabienie Nazistów.
Grając w tą grę czułem się jak bym grał w GTA - wielkie miasto z pełną swobodą poruszania się, w którym musimy przedostać się z punktu A do punktu B, żeby wykonać zadanie powierzone nam przez jednego z wielu zleceniodawców, możemy kraść samochody, kupować broń, gnębić przechodniów i walczyć z władzami miasta - to tylko kilka cech które upodabnia The Saboteur do serii Grand Theft Auto. Pandemic nie skopiowało żywcem produktu Rockstar, dodając własne elementy rozgrywki! Gra oferuje wspinaczki po niemal wszystkich budynkach i przemykanie po dachach, uprzykrzanie życia nazistom przez wysadzanie ich składów z paliwem, czołgów, mostów, możliwość korzystania z różnego rodzaju działek przeciwlotniczych, przebieranie się w mundur żołnierzy wermachtu czy gestapo by ułatwić sobie ciche wykonanie misji... Przejdźmy do ważnej rzeczy, jakim jest uzbrojenie. W grze mamy dostępny duży arsenał broni - od pistoletów, aż po wyrzutnie rakiet, nie pomijając materiałów wybuchowych. Broń możemy sobie dobierać zgodnie ze sposobem w jaki chcemy wykonać misję. Do tego mamy szereg ulepszeń, jakimi możemy nafaszerować nasz zestaw młodego sabotażysty. Wszystko jest dostępne u handlarzy na czarnym rynku.
Mogło by się wydawać, że skoro to II Wojna Światowa, to auta jakie udostępnili nam twórcy będą wolne i mało przyjemne w prowadzeniu. Nic bardziej mylnego. Fakt, jest sporo samochodów które szybciej stoją niż jadą. Jednak nie trudno ukraść samochód który ma pod maską trochę koni i można nim poszaleć, zwłaszcza że nasz główny bohater to rajdowy kierowca.
Bardzo ciekawym rozwiązaniem wprowadzonym w The Saboteur jest system Will To Fight. Na początku gry poruszamy się po czarno-białym mieście w którym okupowani Francuzi nie mają chęci do stawiania oporu okupantowi. Jednak wraz z kolejnymi atakami sabotażowymi miasto nabiera kolorów, a w mieszkańców wstępuje wola walki przez co chętnie pomagają Seanowi, gdy ten ma problem z Nazistami
Graficznie gra prezentuje się ładnie. Sądzę nawet, że w zupełności wystarczająco. Gdyby zrobić to jeszcze lepiej, to przy tak dużym mieście wymagania znacznie by wzrosły, a według mnie teraz są odpowiednie. Myślę że narzekać będą tylko ci, którzy dopatrzyli się błędów w Crisisie odpalonym na max detalach.
Jak dla mnie gra świetna. Dobry pomysł zrealizowany w bardzo dobry sposób, który pokazuje skradanki takimi, jakimi być powinny. Ciche zakradnięcie się do celu tylko po to żeby wysadzić go w jak najgłośniejszy sposób dzięki czemu w pogoń za nami ruszają hordy żołnierzy niemieckich. Przypomina to trochę Assassins Creeda, może po za tymi wybuchami... ale to dobrze.
środa, 16 grudnia 2009, amsterdam997