Einstein nie wierzył w eter a Maxwell wierzył - że jest jeden, stacjonarny, przenoszący światło ale go nie unoszący. Bo eter ma zawsze, czyli absolutnie, szybkość zero a reszta albo w nim spoczywa, albo się porusza, także światło, z różnymi szybkościami. Ale eksperyment MM (Michelsona-Morleya) zadał temu kłam.
Fizyka bez eteru musi być niewyobrażalna, a fizyka z eterem może być wyobrażalna jeśli wyobrazimy sobie eter. - Ja go sobie kinematycznie wyobraziłem. I dzięki temu potrafię udowodnić, że w STW Einsteina też jest ukryty eter, ale nie stacjonarny lecz unoszony, a może lepiej unoszący, całe obiekty, także radary. - Na tym polega jego, Einsteina, błąd.
Ja wyobraziłem sobie, że każdy obiekt jest radarem. Że wysyła i odbiera sygnały - na tym polega oddziaływanie, wymiana bozonów. - Że każdy obiekt wobec tego ma odbiornik i nadajnik ( zobacz), i że w kinematyce wystarczy by tylko każdy odbiornik miał swój eter c, a w dynamice by każdy obiekt miał dwa etery c - jeden unosi odbiornik (nazwałem go eterem eT) a drugi unosi nadajnik (nazwałem go eterem eS). Pierwszym do odbiornika danego obiektu docierają sygnały c, jego fotony, a drugim nadajnik tego obiektu wysyła swoje fotony c które dla odbiornika innego obiektu nie muszą być fotonami.
Czyli każdy obiekt ma dwa etery - nadawczy i odbiorczy. - Współczynnikiem energetycznego sprzężenia (sprawnością przekazywania odbiornikowi energii emitowanej z nadajnika innego obiektu) może być znany czynnik Lorentza albo, do czego upoważnia moje rozwinięcie wzoru e=mc 2 (patrz poprzednia notka), współczynnik Dopplera K.
Że istnieją takie etery własne obiektu, inny dla jego nadajnika i inny dla jego odbiornika, nie jest żadnym niewyobrażalnym cudem - z łatwością wyobraża je sobie ten kto zna moją interpretację eteru c. Wielokrotnie go przedstawiałem - że są to elementy jednej i tej samej kosmicznej próżni, ale o różnych szybkościach. - Najwięcej uwagi poświęcałem eterowi eT bo on wystarcza w kinematyce STW a jej kinematyka wystarcza do analizy relatywistycznych paradoksów, bo one są czysto kinematyczne, bez materialnej przyczyny. - Podobnie jak w fizyce kwantowej przyczyną wszystkiego jest prawdopodobieństwo.
A teraz diagramy. - Na diagramie Minkowskiego dla 3 obiektów primowana ukośna linia świata ct' (zielona) nie jest linią szybkości V B innego świata, ale linią świata szybkości innego eteru, unoszącego obiekt (radar) B, a więc także, o czym wszyscy wiedzą, linią świata tego obiektu, całego, jego nadajnika i odbiornika. (Linią świata radaru A jest pionowa linia ct - rozumie się, że jego szybkość, własna, V A =0; linią świata obiektu C lokalizowanego przez oba radary, A i B, jest linia V C - oczywiście Minkowski uważa, że jest to jednocześnie oś innego czasu ct").

W tym diagramie nie byłoby niczego niezwykłego gdyby linii świata obiektów (i ich eterów) nie uważać także za osie czasów ich odrębnych czasoprzestrzeni, czyli światów, własnych. Gdyby przyjąć, że czasoprzestrzeń jest jedna - na tym diagramie określa ją wspólny wszystkim obiektom układ ct,x. - Primowana oś x' przestrzenna nie jest potrzebna jeśli nie interesują nas relatywistyczne paradoksy. A nie będzie ich właśnie gdy linii świata V B nie uznamy za oś czasu ct' (nie wiem dlaczego nie nazwano jej osią czasu ct B).
A właśnie moja fg (moja nowa fizyka galileuszowska), a zwłaszcza jej euklidesowa teoria echolokalizacji galileuszowskich, wyjaśniła czym są relatywistyczne paradoksy, i z ogromną dozą prawdopodobieństwa pozwala przypuszczać, że są one niepotrzebne.
Diagram pochodzi ze strony Trzy obiekty i światło , w mojej witrynie WWW. Witryna ta wymaga już gruntownej aktualizacji.
CDN. - Ta notka powinna być początkiem nowego opracowania mojej fg, czyli nowej fizyki galileuszowskiej. Wyjaśniającej dlaczego u Einsteina, a więc w całej fizyce współczesnej, wszystko się zgadza (bez fg nie było wiadomo nie tylko dlaczego, ale także co).
czwartek, 11 listopada 2010, fg2002