Jestem mało doświadczonym przewodnikiem psa i przez to czasem bezmyślnym. Bullki kocham, ale zapominam, czasem, że nie woln o psa zajechać zbyt dużą ilościa ćwiczeń. Moj bląd polega na tym, że zbyt wiele komend uczę przez naprowadzanie, przyznaję się bez bicia, że przez naprowadzanie smakołykiem uczę Fi siadania, warowania, dostawiana się do nogi "na gruszkę", przychodzenia "do mnie". fajniejsze dla psa jest wyłapywanie i w ten sposób uczyłam małą na razie tylko patrzenia się w oczy i uczę chodzenia przy nodze. Suń bardzo wyłapywanie lubi i rozumie, sama oferuje gapienie się, jest to już w miarę częste, więc dodałam do zachowania komendę. Z chodzeniem przy nodze nieco gorzej, a tak naprawdę gorzej z motywacją - mała oferuje zachowanie, ale nagradzam na razie każde znalezienie się w odpowiedniej pozycji, przypadkowe i celowe. Często zachowanie to jest oferowane, ale na komandę jeszcze za wcześnie, mimo, że potrafi ładnie przejść przy nodze 5 kroków, patrząc się na mnie pytająco- Dasz jeść, czy nie dasz?
Czas, żeby szczeniak zaczął myśleć. Rozpoczęłam zatem kształtowanie wchodzenia przednimi łapami na książkę, leżącą na podłodze- wykorzystam to kiedyś do nauki obracania się pupcią, do nauki pozycji wystawowej i do nauki komendy stój w marszu. Kształtowanie ma tem urok, że ja nie robie nic, a wszystko robi pies. taka metoda dla leni, ale rozwija psy. Ze szczniakiem jest łatwo- nie karcę nigdy za inicjatywe, za kradzieże ubrań i butów etc.mały pies nie boi się działać, a wszystko, co nowe w otoczeniu musi koniecznie zbadać. Siadłaqm zatem wygodnie na kanapie, położyłam książkę na dywanie. Szcenior opędził do książki, stanął na niej łapą i wtedy" klik", zanim zaczął gryźć okładkę. Suka zdębiala, przyszła do mnie po narodę i zawiesiła się:) jest klikewr, są smakołylki, więc stwierdziła,że będziemy robić to samo, co dotychczas- jakieś siady, warowania, dochodzenie do mnie i do nogi. Zaoferowała mi cały wachlarz nagradzanych zachowań, a ja schowalam twarz za gazeta i udając, że czytam w milczeniu zerkałam na małą. Wkurzyła się na mnie, stwierdziła,że jestem nudna i poszła...pogryźć książkę. znów stanęła na niej łapą a tu "klik". Przybiegła po smakołyk, ale teraz siedziała przy mnie krócej. Po 4 razach celowo zaczęła biec do książki i tu moje zdziwienie- postanowilam poczekac, co zrobi, kiedy nie kliknę łapy na książce... liczyłam na dwie lapy i sie przeliczyłam- suń zaczął tą samą łapą tłuc książkę. Kliknełam , uśmiałam się, nagrodzilam i skończyłam sesję. Musiałam skończyć, bo kolejnym zachowaniem byłoby poszarpanie książki małymi ząbkami. w ten sposób przez przypadek suń robi targetowanie, zamiat wchodzenia na książke, ale na wszystko przyjdzie czas. Ważne, żeby szceniak zaczął myśleć samodzielnie przy tej zabawie w "ciepło-zimno"
środa, 29 listopada 2006, zmija14