Od dobrych kilku lat jestem szczęśliwa...Tak ogólnie , bo oczywiście o rafy co jakiś czas się ocieram...Przez bardzo długi czas myślałam, że nie jest mi dane stworzyć udany, w miarę zrównoważony związek, że nigdy nie zostanę matką, że moje życie bujać się będzie od depresji do depresji.
Tak się nie stało.
Czasem boję się, że jacyś pierwotni bogowie będą zazdrośni i ukarzą mnie za to całe dobro, które doświadczam. Najważniejszymi osobami w moim życiu jest mąż, a od niedawna także córka, w której zakochałam się ( pierwszy raz w życiu ) od pierwszego wejrzenia. A może raczej od pierwszego dotknięcia - nie myślałam, że można pokochać kogoś tak od razu i nieodwołalnie. Zabawne, kiedy czasem patrzę na nią, czuję jak bardzo kocham jej ojca...i odwrotnie, przytulając się do Artura ogarnia mnie hormonalna fala przywiązania do dziecia :))))
Jest jeszcze mój brat, daleko. Jego też kocham :)))) I mam nadzieję, że spełnią się jego i jego żony marzenia. I że w ich życiu znajdzie się jakaś mała nisza dla nas.
Wiem, że to co napisałam brzmi jakoś tak patetycznie i może trochę górnolotnie ale tak właśnie dziś się czuję. I jeżeli będę tu czasem pisać , to myślę , że głownie o pracy. Problemy osobiste nauczyłam się rozwiązywać sama , bez pomocy internetu :))))
wtorek, 20 grudnia 2011, anoresk