Słyszałam ostatnio, że koty wydają z siebie 120 różnego rodzaju dźwięków paszczą. Psy tylko 10. Bzdura jakaś kosmiczna.
Maniek wydaje z siebie 10 tylko na okoliczność: śpię, nie podchodź, bo dam w zęby. Jest normalne lekkie wrr , jest półsenne wryryry, gardłowe yyyyy , bardzo straszne wRRRRRyyy połączone z groźnym spojrzeniem i zębami na wierzchu, a nawet trochę gardła, jest yyyrrr, gdy już Maniek ma dość zaglądania mojego czy już słodko śpi czy jeszcze nie, jest chryy, gdy coś słychać za oknem i wiele innych też jest.
Kolejny zestaw odgłosów na okoliczność żebrania o jedzenie, to kolejna kilkanaście. Od ciekawskiego: coś jesz? do błagam! tydzień temu minął rok, jak ostatni raz jadłem! Do kompletu robi stojaka z jedną łapką w górze jakby zgłaszał się po swoją porcję.
Nie można zapomnieć o zestawie podrywowym. Gdy nowa suczka w okolicy, najlepiej duża i czarna, ale burymi też nie pogardzi. Piszczenie, jęczenie, skamlanie, chrząkanie, poszczekiwanie. To kolejnych kilkanaście odgłosów.
Pytam się zatem, gdzie tu 10 psich głosów, jak wyraźnie można odróżnić kilkadziesiąt, o ile nie więcej. Są podejrzenia, że to lobby kociarzy rozpuszczają plotki o psich ograniczeniach i nie należy w to wierzyć żadną miarą.
środa, 13 października 2010, eiawisko