Modny temat spacery
Nas szkoliła Ola, zatem preferujemy szkołę muszą. Na spacer minimum raz dziennie po godzinie plus ileś wyjść na siusiu. Na spacerze piłeczki i inne atrakcje. Nie odmawiamy sobie nawet tarzania w oborniku czasem, które kończą się kąpielu, ku rozpaczy kundli, że im się perfumę z grzbietu zmywa. I jeszcze mały wtręt. Oba psy same wskakują do wanny. Grzecznie czekają aż zmoczę sierść jednemu, potem drugiemu. Później po kolei namydlę i po kolei spłuczę. Jeden wskakuje na ręcznik, jest wycierany i puszczany luzem, potem Drugi wyskakuje na swój ręcznik, wycieranie i dopiero wolność. Żaden nie próbuje uciekać. Czasem któryś się jedynie otrząchnie, a ja mam wtedy dodatkowe atrakcje.
Wracając do spacerów. Moi chłopcy za piłką mogą biegać godzinami i nie ma mowy o ŻADNYM-ALE-TO-ŻADNYM zmęczeniu u psów. U mnie oczywiście odwrotnie. A, że bieganie za piłkami jest dość urazowe (dwa teriery na łeb na szyję lecę i muszą złapać choćby niebo spadło na niebo i wybuchła wojna światowa trzecia), a Maniek łapkę raczej powinien oszczędzać, to wykombinowałam inną zabawę.
Oni wiedzą, że mam piłkę. Pokazuję im, że mam i chowam do kieszeni. Rozkładam ręce, psy odchodzą, one wiedzą, że im teraz nie rzucę. Zaczynają zwiedzać świat. Odrzucam piłeczkę daleko w bok i wołam: szukamy piłeczkę. Wracają natychmiast. Zaczynają węszyć. Po jednej stronie, po drugiej, zataczając najpierw duże, później mniejsze koła. Lepiej to wychodzi, gdy jest wietrzna pogoda. Biegają za piłką, pracują głową i nosem. Zabawa samo nagradzająca i niemęcząca mnie, a męcząca psy.
Za kilka godzin idziemy na długi spacer. Będą piłeczki, będzie szarpanie, będzie 3 godziny na powietrzu. Wezmę aparat. Może uda mi się coś fajnego zrobić.
W czwartek, może piątek, przyjeżdża dziewczyna do Karolka. Tym razem panna z Warszawy i to dziewica. I niech ktoś mi powie, że pies ma źle.
sobota, 16 października 2010, eiawisko