Na urodziny, grudzień 2009, dostałam od Oli dwa kajety do zapisywania postępów w szkoleniu chłopaków. Leżą dziewicze w szufladzie. Może tutaj zacznę?
Skłamałabym pisząc, że to było pierwsze spotkanie Karolka z klikerem. Było drugie. Ciekawa obserwacja. Z Mańkiem zaczęłam jak miał kilka miesięcy, Karolek ma 2 i pół roku.
Najpierw klik i smakołyk. Karolek od razu załapał, że dźwięk kojarzy mu się z żarciem. Czujny i skupiony. Maniek się łatwiej rozpraszał, inny charakter, inny wiek, nie wiem.
Później z Karolkiem przypominaliśmy sobie komendę siad. To poszło szybko, acz nieidealnie. Dupka ledwo tylko dotykała dywanu. Dopracujemy.
Targetowanie. Byłam pod wrażeniem. Po trzech kliknięciach za spojrzenie, załapał od razu, że trzeba dotknąć. I dotykał nosem. Raz za razem. Nawet jak odsunęłam i trzeba było dupkę ruszyć. Z Mańkiem trwało to kilka lekcji zanim zaczął się za patykiem ruszać.
Na koniec znowu kilka klik i smakołyk. By się miło kojarzyło. Zdolny ten mój Karolek.
Za to dzisiejsza lekcja z Mańkiem, to ho ho. Widzieliście konie w chodzie hiszpańskim (nie pytam Olki ani Agi, bo znam odpowiedź)? Maniusia dziś uczyłam czołgania. I on to robił bardzo chętnie, ale wysoko podnosząc łapki i zabawnie przekręcając głowę. Szalenie komicznie to wychodziło. Muszę wymyśleć komendę na takie ruszanie i będziemy gwiazdorzyć. Jak zawsze z Mańkiem. On lubi się popisywać. Ja też. Dobrze się dobraliśmy.
środa, 13 października 2010, eiawisko