działasz jak odważnik położony na jednej z szal pustej do tej pory wagi. ja jestem wagą. szala spada i z hukiem uderza o podstawę. nie ma żadnej przeciwwagi. jest za to poważna asymetria i nieokreslone w czasie chwianie. co będzie potem? własciwie wszystkie słowa tracą sens jeszcze zanim zostaną wypowiedziane. - wska wska... - taka polska końcowka - uprzejmie odpowiadam na pytanie przemiłej pani w rejestracji -wu-es-ka-a. rzadko sie zdarza żeby ktoś bezbłędnie zrozumiał moje nazwisko. muszę literowac. albo początek albo środek albo koniec. pytasz mnie jakie są moje zamiary. śnią mi się fasady kamienic które muszę pomalować razem z kilkoma pracownikami z którymi chyba tworzymy firmę. jakiś wewnętrzny niepokój podpowiada mi że jest juz dawno po terminie. - nie wiem od czego zaczać - myślę panicznie jak zawsze wtedy kiedy wiem że nie ma juz czasu a jest tyle do zrobienia. z fasad tych ciasno stłoczonych kamienic w których toczy sie zwyczajne miejskie życie płatami odchodzi stara farba. okna pomalowane na kolor ścian... mimo mglistych skojarzeń z czymś mi doskonale znanym wciąż nie tracą uroku. nie można położyc nowej farby zanim nie zeskrobie się starej. prawda?
poniedziałek, 05 października 2009, egocentrum