ogrodowy spryskiwacz brzmi zupełnie jak cykady o których wyglądzie mam blade pojęcie. wsłuchuję się w ich muzykę a przez głowę przelatują mi wszystkie prześwietlone plaże i pachnące rozgrzane ogrody w których byłam wysuszone lawendowe wzgórza senne mieszkania w pobliżu morza z okiennicami na przyrdzewiałych zawiasach. szum wentylatora. zapach igliwia unoszący się w powietrzu. zapowiedź czegoś. dialogi które miały miejsce. czasem to była cisza. źdźbło trawy wędrujące po moich plecach jak robak który przedziwne ale nie wzbudza obrzydzenia. i znowu. i jeszcze. tak właśnie brzmi lenistwo. przez zmrużone oczy patrzę na swój mały palec. nie dochodzę do żadnego wniosku. - a ty? kim chciałabys byc? - pyta mnie ktoś po obiedzie kiedy przychodzi pora na popisy dzieci. - kims innym - odpowiadam. kropka. jak zwykle nie stawiam przecinka. koniec.
środa, 11 czerwca 2008, egocentrum