leniwie rozpakowuję walizkę. czynność ta kosztuje mnie dwa razy więcej energii i czasu niż jej zapakowanie. nie żebym wcześniej wrzucała tam co popadnie. bezmyślnie. w pośpiechu. a potem dopychała zawartość butem i siadając na wierzchu jedną ręką mozolnie zasuwała zamek druga ręka zaś wciskałaby niesfornie wystające skrawki do środka. byleby zapiąć. o nie. wiesz przecież że lubię wyjeżdżać. ale powroty? 19 marzec. za oknem pada śnieg. myśl o przejażdżce rowerem po rozgrzanej letnim słońcem polnej drodze jest jak natrętna mucha. nie mogę się od niej opędzić. Im back baby Im back.
środa, 19 marca 2008, egocentrum