Mimo ogromu ludzi tłoczących się wszędzie i o każdej porze są chwile, kiedy można poczuć się totalnie wyobcowanym i przygniecionym przez betonowe konstrukcje.
Pędząc autostradą, oddzieloną dźwiękowymi ekranami, przez zabudowę tej metropolii przypomina mi się często moment z Matrix'a, kiedy Neo wylądował w mieście maszyn, a tam ani żywej duszy wokół niego.
Gdy się z niej zjeżdża w głąb pojawiają się tłumy. Sklepy, restauracje, biura, miejsce recyclingu papieru...
A gdy się ściemnia, gra świat nigdy nie śpiącego miasta, którą naprawdę ciężko uchwycić w biegu, może zachwycić. Trzeba tylko o niej pomyśleć i podnieść nieco głowę znad chodnika.
A jak już się głowę podniesie, można nawet znaleźć trochę miłości. Tak po prostu, na ulicy.
czwartek, 26 stycznia 2012, 0meredith