No niestety... słuchawki mi padły. Muszę kupić baterie, które można będzie doładować. Miałam już dawno, ale moja anty-miłość do zakupów zawsze bierze górę. Gdyby nie fakt, że dostawa będzie mnie kosztowała tyle, co baterie, to już byłby w drodze. Tymczasem mój Quiet Comfort niechybnie musi poczekać. Dopóki nie zbiegną się wszyscy dopóty dam radę. A jest taka szansa, że obecność nie wzrośnie powyżej obecnych 50%, bo
1. jest zimno
2. pada
3. zaczął się czas egzaminów
4. pada
Nie, nie pomyliłam się pisząc dwa razy o deszczu. Bo zimny deszcz, że o śniegu nie wspomnę, demotywuje moich znajomych potomków samurajów najbardziej.
Zaczął się też czas przygotowań do obron. Już za dwa tygodnie masterzy, czyli przyszli magistrzy podsumują dwa lata pracy w 10 minut (a może jednak to było 12), a dwa tygodnie po nich inżynierowie w 7 minut. Już za tydzień słuchanie prezentacji, poprawki, słuchanie prezentacji, więcej poprawek, słuchanie, chwila na sen, prezentacja i powrót z nomikami o północy. Przedsmak już miałam siedząc wczoraj (niedziela) w lab do 1:30 w nocy. Mimo tego, jak bardzo szaro, strasznie i depresyjnie brzmi powyższa kwestia, to muszę przyznać, że bardzo ją lubię. Lubię mieć możliwość pomocy i naprowadzenia ich na dobry trop, szlifowania z nimi prezentacji. Nawet lubię zostawiać tak późno w lab o ile wiem co robię i po co.
A tak. Co z tym radiem. Radia słucham przez internet i oczywiście w słuchawkach.
poniedziałek, 23 stycznia 2012, 0meredith