Wrocilismy wlasnie z pracy, szybki spacerek i nadrabianie zaleglosci.
Dni mijaja nam teraz szybciutko, wpadlismy w rutynke prawie, co Dzinie chyba odpowiada.
Rano przychodzi sie przywitac i zaraz na balkon w naszej sypialni, sprawdzic co sie dzieje na ulicy:)
Pancia sie ubiera i biegniemy na spacerek do lasu, tam troszeczke wspolnego joggingu (pieknie biegnie przy nodze moim tempem) i zalatwienie potrzeb porannych.
Po sniadaniu cwiczymy znane juz sztuczki: "turlanie", "podawanie lapki", "noga" "do siebie" - w ramach porannego nakarmienia psa.
Potem albo Dzina zostaje w domu, albo jedzie z nami do roznych urzedow itp (oczywiscie czeka w samochodzie)
O 18 staramy sie dotrzec na plac, gdzie dawka zabawy z kolegami i szkolenia praktycznie konczy dzien suni.
My znowu w ciuchy "nie do psa" i do pracy.
Jeszcze jeden spacerek i kolacja Dziny i noc....
W weekendy (zaczynajac od czwartku) do pracy jezdzimy tez kilka razy w nocy - np. o 2:00 na pol godziny, albo o 4:00 na chwilke. Wtedy zabieramy ja ze soba, zasypia najczesciej biedulka w samochodzie, ale po takiej nocy wszyscy mozemy spac dluzej rano:)
Jest tez troche nowosci w samym szkoleniu, ale to jutro (mam nadzieje) opisze, bo Dzinka spi kolo moich nog pod stolem, i jak tak na nia patrze, zamykaja mi sie oczy:)
wtorek, 23 maja 2006, dzinka2005