Siedzę i czekam. Jak zawsze. Myślę o Tobie, tak mocno i intensywnie. Ty nigdy byś tak nie zrobił, prawda? Zimne powietrze wpada do pokoju. Wierzę, że tym samym wcześniej oddychałeś. Że dotykało ono Twoich ust. Tak, powiesz, ze to trywialne i małostkowe. Ale takie jest moje życie. Czekaniem na spełnienie moich pragnień, zatapaniem się w moich marzeniach.
Interesujące, nieprawdaż? Jak można być aż takim masochistą? Jak można pozwalać na samodestrukcję? A ja umieram, płonę. T-Ę-S-K-N-I-E. Tłuczę to słowo, odmieniam przez osoby. Ja, Ty, ... MY? Wierzę, na prawdę wierzę. Ja, niepraktykujący katolik, w coś wierzę? Boże, to jest takie irracjonalne, ale... prawdziwe. Wierzę, że są jacyś MY, że byli i będą. Że przez ten rok poznałem samego siebie, odkryłem nowe obszary i ... zrozumiałem, że potrafię płakać za Tobą i martwić się o nową zmarszczkę na Twojej rozczarowanej twarzy.
Nie jestem idealny, nie będę. Jestem po prostu gejem.
poniedziałek, 29 grudnia 2008, rachel_duvet