Znów "na marginesie", ale może kogoś ucieszy:
Główny bohater powieści przybywa do Hiszpanii, by zabić człowieka, którego nigdy wcześniej nie spotkał. Pościg za ofiarą zamienia się jednak stopniowo w pogoń za sobą samym, za prawdą o swoim życiu. Gdy ta prawda zaczyna się wyłaniać, okazuje się, że nie można jej dostrzec w jasnym świetle dnia, które nadaje ludziom i zdarzeniom wyraźne kontury dobra i zła, piękna i brzydoty. Prawda wymyka się tym kategoriom, przybiera odcienie szarości i daje się uchwycić dopiero w półmroku. Dopiero w półmroku Darman główny bohater powieści pojmuje, że choć nie mógł jej dostrzec, przez cały czas miał ją przed oczami. Tak samo jak na lotnisku - po przyjeździe do Madrytu - miał przed oczami odbicie swojej twarzy w kawiarnianej szybie. Jednak nie mógł jej dostrzec pośród innych: .. kiedy w końcu ją spostrzegłem, drobną i odległą, zagubioną, banalną, wydała mi się twarzą kogoś innego, może tego kim jestem, nic o tym nie wiedząc[1].
Beltenebros to książę cienia. Cień jest władcą sensów, które nadajemy rzeczywistości, a Molina mistrzowsko włada jego językiem - językiem półmroku. Można odnieść wrażenie, że fabuła Beltenebros choć tak przyciągająca uwagę do samego końca stanowi tylko pretekst, by oddać subtelną naturę ludzkiej tożsamości, by zdemaskować pozory jednoznaczności i kruchość podstawy, na której człowiek buduje sens swojego życia, na której buduje sens, jaki przypisuje życiu innych ludzi.
Beltenebros to opowieść Darmana - to z jego perspektywy czytelnik śledzi rozwój wydarzeń. Ta perspektywa nadaje sens oraz bieg fabule i jest wyrazem przenikliwości i zrozumienia autora dla ludzkiej natury, dla natury subiektywności, której doświadczenie znacznie odbiega od pozorów, jakie ludzie uwieczniają w słowach hymnów pochwalnych i w pomnikach bohaterów. Darman bohater na miarę swojej sprawy odnosi się sceptycznie do roli przypisanej mu przez towarzyszy broni, jednak ostatecznie maska bohatera okazuje się nader często stanowić bezpieczne schronienie, niczym nawyk, który staje się drugą naturą człowieka: () kiedy się goliłem, zdzierając z twarzy oznaki zmęczenia i szary cień zarostu, zacząłem powoli odzyskiwać odporność, którą przez tyle lat wypracowałem albo nauczyłem się udawać, bo przypisywały mi ją spojrzenia innych[2].
Jednak Darman nie jest jednym z tych o ile tacy w ogóle istnieją którym dane jest ulec iluzji swoich przyzwyczajeń i pomylić ją z prawdą o sobie i swoim miejscu w świecie. Choć może na początku tylko coś przeczuwa. Przeczuwa, że niezłomność jego wieloletniej rutyny nie jest w stanie dać mu poczucia sensu. Ale paradoksalnie to właśnie ta rutyna doprowadza go do miejsca, z którego może zobaczyć swoją twarz wyraźnie, jak gdyby znalazł się nagle po drugiej stronie lustra.
---
[1] Antonio Muoz Molina, Beltenebros, przeł. Wojciech Charchalis, wyd. Rebis, Poznań 2000, s. 52.
[2] Ibidem, s. 128.
poniedziałek, 10 października 2011, yelele