- Kiedy ostatnio myłaś ekspres? Ta kawa cuchnie.
- Oddaj Claudia wyciągnęła rękę po filiżankę i bez słowa wylała jej zawartość do zlewu Wolisz colę czy wodę?
- A masz cytrynę?
- Mam jeszcze koniak matki, ale smakuje gorzej niż kawa z mojego ekspresu. Chcesz trochę?
- Możesz nalać.
- Jesteś głodny? spytała, podając gościowi miseczkę wypełnioną zielonymi oliwkami.
Mężczyzna zbliżył naczynie do twarzy i, nie kryjąc swoich zamiarów, dokładnie obwąchał. Jego oblicze, mimo posępnego wyrazu, zachowało tę rzadką cechę, która sprawia, że nieliczni obdarzeni nią ludzie zdają się z upływem lat coraz młodsi. Może to przypadłość tych, którzy będąc dziećmi, czuli się jak starcy.
- W lodówce jest jeszcze resztka cieciorki w pomidorach i wczorajszy budyń.
- Dzięki, może później skrzywił się, przełykając koniak, wstał i odłożył lampkę Faktycznie paskudne.
Claudia włączyła komputer i usiadła na krześle przy blacie kuchennym. Choć była dopiero piętnasta, drewniane okiennice, szczelnie zatrzaśnięte, by uchronić wnętrze pokoju przed skwarem hiszpańskiego lata, sprawiały, że pomieszczenie ogarniał półmrok. Blady odblask ciekłokrystalicznego ekranu komputera nadawał obliczu dziewczyny niecodzienny, na wpół demoniczny wygląd. Rysy twarzy przybierały kształt mdłego grymasu, były twarde, jakby z nadmierną dbałością wyżłobione w kamiennej bryle zimnego światła, traciły swój subtelny charakter, zakorzeniony w dynamice życia pulsującego tuż pod powierzchnią miękkiej skóry. Oczy patrzyły spojrzeniem pozbawionych źrenic greckich posągów, a oddech zdawał się grzęznąć w ciężkiej zawiesinie gorącego powietrza.
- Wyglądasz jak duch.
- Od tego skwaru boli mnie głowa palce Claudii rytmicznie zastukały w klawiaturę, wpisując hasło dostępu do poczty elektronicznej Od kiedy jesteś w Sevilli?
- Od wczoraj.
- Po co przyjechałeś?
- Zamknąć to, co powinienem, zabrać parę rzeczy od brata.
- Pożegnać się?
- Rozumiem, że się złościsz.
- Po prostu boli mnie głowa
- Wiesz, mówią, że przegapić rok w życiu dziecka, to tyle, co przegapić dziesięć lat w życiu dorosłego człowieka. Kiedy teraz na ciebie patrzę, to dociera do mnie jeszcze wyraźniej, że wciąż jesteś dzieckiem.
- Tak jak ustaliliśmy, jestem gówniarą. Pewnie chciałeś spytać co u Eleny, ale wolisz doprowadzać mnie do szału takimi tekstami zamiast przejść do sedna.
- Nadal mieszka w Londynie?
- Nie mów, że liczyłeś na to, że spotkasz ją tutaj
- Po prostu chciałem z nią porozmawiać, wyjaśnić.
Podszedł do okna i spojrzał przez szybę wzrokiem sięgającym za horyzont, jak gdyby po drugiej stronie mógł dojrzeć coś więcej niż pomalowane białą farbą drewno okiennic.
- A wydaje ci się, że ze mną już wszystko wyjaśniłeś? głos Claudii złamał się pod ciężarem emocji - Po tym wszystkim co zaszło, znikasz bez słowa, a po roku zjawiasz się w ten sam sposób. Gdybyś chociaż przyszedł po to, żeby przeprosić... Ale ty wpadasz jakby nigdy nic i narzekasz na moją kawę.
- Widzę, że już nie starasz się mnie zrozumieć. Może to i lepiej.
- Boli mnie głowa.
- Nie pytasz nawet gdzie byłem?
- A powinnam?
- Chyba masz rację odwrócił się, podszedł do kanapy i wyciągnął z plecaka niewielkie białe zawiniątko. Położył je na ladzie kuchennej.
- Co to?
- Prezent, pamiątka z podróży.
Claudia rozłożyła pakunek.
- Chusta?
- Khata, tybetański szal ceremonialny. Symbolizuje czystość intencji.
Claudia zarzuciła tkaninę na szyję i prostując ciało, spojrzała stojącemu po drugiej stronie blatu mężczyźnie prosto w oczy.
- Z jedwabiu dodał, odwracając wzrok.
- Powinieneś już iść. Matka będzie za chwilę i lepiej, żeby cię tu nie zastała.
Odgłos zamykanych drzwi był jak westchnienie ulgi, które rozlega się tuż po serii przypadkowych, pośpiesznie wypowiedzianych słów, miotanych w stronę rozmówcy z taką precyzją, jak gdyby wcale nie były rzucane na oślep. Tym razem ich zabrakło. Claudia nie chciała już o tym myśleć. Delikatnie domknęła górną część laptopa i znieruchomiała w półmroku. Opuszkami lewej ręki dotknęła jedwabnego szala, który nadal miała na sobie. Materiał był miękki i delikatny, tak przyjemnie chłodny, że dziewczynę ogarnęła ochota, by owinąć nim pulsującą od bólu głowę. Wydało jej się to jednak niestosowne.
środa, 16 lutego 2011, yelele