Bardzo to była przyjemna lektura. Autorka opowiada swoją historię o tym jak pewnego razu, będąc w podróży służbowej w Wencji poznała pewnego tajemniczego Wenecjanina, z którym połączyło ją gorące uczucie. W jesieni swego życia porzuciła dla niego swoje wygodne, ustabilizowane życie w Stanach i przeprowadziła się z całym dobrodziejstwem inwentarza, do jego kawalerskiego mieszkanka na wyspie Lido.
Życie wcale jednak nie okazało się pasmem szczęścia i rozkoszy. Trochę już starsze drzewo, przesadzone w zupełnie inny klimat. Wprawdzie bohaterka i autorka w jednym nie pisze bardzo bezpośrednio o tych smutnych stronach nowego życia, ale dajo to odczuć czytelnikowi. Pozwala nam samym wyciągać wnioski. Czytając tę powieść czułam się trochę tak jak sąsiadka, która trochę wie od innych, trochę widzi, a trochę musi sobie dośpiewać sama.
Wartością dodaną tej opowieści, jest portret charakteru narodowego Włochów. De Balsi, poprzez swoją inność kulturową, osamotnienie i dużą ilość wolnego czasu, potrafiła dostrzec wiele cech Włochów jako narcji, dla nich samych niewidocznych, bo oczywistych. Bardzo barwnie maluje więc ten portret, okraszając go dowcipem i niekłamaną sympatią. Niektóre cechy przyjmuje jako te, które warto posiadać dla własnego szczęścia, niektóre stara się zaakceptować, żeby dało się żyć, ale wiele po prostu ignoruje, przełamując stereotypy. Dzięki temu nawiązuje znajomości i przyjaźnie ze zwykłymi ludźmi i uczy się od nich rzeczy, o których nie mówi się w żadnej szkole.
Powieść ta nie należy może do arcydzieł literatury. Pamiętajmy też przy jej lekurze, że to pierwsza powieść tej autorki, więc pewne grzechy trzeba jej po prostu wybaczyć. Nie ujmuje jej to jednak uroku.
Polecam Wam tę książkę. Jest pogodna i pachnąca. Zachęca do zwiedzania Wenecji bez pomocy biur podróży, do zejścia z utartych wycieczkowych szlaków i zagłębienia się w mieście jakiego nie znajdziemy w przewodnikach. Jeśli jeszcze jesteście zamiłowanymi piekarzami lub kucharzami, to książka ta z pewnością Was zainspiruje, chociaż dla mnie znacznie większą inspiracją jest jej druga książka, ale o tym kiedy indziej.
czwartek, 25 listopada 2010, moniazo